Jerzy Łątka

PASZA Z LECHISTANU. MUSTAFA DŻELALEDDIN

(KONSTANTY BORZĘCKI)

(wyciąg)

 

ŹRÓDŁA

Łątka Jerzy, Pasza z Lechistanu. Mustafa Dżelaleddin (Konstanty Borzęcki). Kraków. (1993). Wyciąg.

 

GENEALOGIA

            Borzęccy to jeden z najliczniejszych rodów szlacheckich w Polsce. Poza rodzinnym Kozarzowem zamieszkiwali m.in. na Rusi, Litwie, Mazowszu, Wołyniu, w Galicji oraz w województwach Kijowskim i Poznańskim. W dawnej Rzeczypospolitej piastowali rożnego rodzaju godności i urzędy publiczne. Niektórzy członkowie tego rodu odgrywali,( ważne rolę w życiu politycznym kraju.

            Paweł - w roku 1792 był deputatem do Trybunału Lubelskiego. Ożeniony z Salomeą Słubicką z którą miał trzech synów; Franciszka, Wincentego i Tomasza.

            Franciszek - najstarszy spośród synów Pawła i Salomei Słubickiej. Urodzony około 1781 roku był majstrem sukienniczym. Mieszkał w Wieruszowie w domu pod numerem 99.

            Tomasz - los rzucił go do Krakowa. Był właścicielem majątku Jeleń koło Chrzanowa, ale równocześnie pełnił jakąś funkcję w biurze referenta. Ożeniony z Józefatą Błaszczyńską z którą mieszkał u Ojców Franciszkanów. Miał z nią dwóch synów: Aureliana i Kulomba oraz córkę Mariannę.

Aurelian - był zarządcą gorzelni w powiecie olkuskim. Aresztowany za powiązania z członkami tajnego związku działającego w Krakowie oraz zamiar założenia takiegoż w Królestwie Polskim, wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 22 lutego 1840 roku został przymusowo wcielony do armii rosyjskiej. Służbę odbywał w Korpusie Syberyjskim. W 1841 roku został ułaskawiony i zwolniony ze służby na mocy ukazu amnestyjnego wydanego z okazji zaślubin carewicza Aleksandra. Zmarł w 1882 roku.

Kulomb - uczestnik powstania krakowskiego w 1846 roku. Po jego upadku aresztowany, skazany na dwanaście lat wiezienia i w dniu 8 sierpnia 1846 roku osadzony w twierdzy Spilberg. Uwolniony na mocy amnestii w dniu 5 kwietnia 1848 roku, wkrótce potem brał udział w Wiośnie Ludów na Węgrzech. W 1849 roku szukał schronienia w Turcji. Przez wiele lat był tam oficerem w pułku Kozaków Mechmeda Sadyka (Michała Czaykowskiego). Zmarł w Jassach w 1869 roku.

Marianna - w 1899 roku jako siostra Kunegunda przebywała w klasztorze Bernardynek w Krakowie.

            Wincenty - przypuszczalnie był najmłodszym z synów Pawła i Salomei Słubickiej. Urodził się w Wieruszowie około 1790 roku. Jego dzieciństwo i młodość przypadły na okres fascynacji Napoleonem i jego wielkich zwycięstw w których wielu Polaków brało czynny udział a następnie druzgocących klęsk. Prawdopodobnie początkowo wybrał karierę wojskową. Wiadomo jest że bliżej nieznany Wincenty Borzęcki od 1816 roku był starszym sierżantem pierwszego pułku piechoty liniowej Królestwa Polskiego. W dniu 15 grudnia 1816 roku rozkazem dziennym naczelnego wodza, wielkiego księcia Konstantego otrzymał żądaną przez siebie dymisję (prosił o nią ze względu na zły stan zdrowia), a wraz z nią, w nagrodę za zasługi i długoletnie dobre sprawowanie awans na stopień podporucznika. Czy ów Wincenty był synem Pawła i Salomey Słubickiej niestety pozostaje sprawą otwartą. Nie wiadomo również kiedy Wincenty pojawił się w Modrzewcu. Ten mały majątek ziemski położony był na terenie wsi Kleczów odległej o 12 kilometrów od Radomska. W 1885 roku liczył 185 mórg ziemi ornej. W czasach Wincentego stały tam dwa domy: jeden stanowił zapewne dwór a drugi oficynę w której mieszkało kilka osób służby. Wincenty był właścicielem Modrzewca, równocześnie jednak pełnił funkcję wójta Kleczowa, co może wskazywać że funkcja ta była przypisana do majątku. Ożeniony z Józefą Kurczewską miał z nią sześciu synów: Ignacego Józefa, Konstantego, Juliana, Narcyza, Teofila oraz Marcina Pawła W 1826 roku Józefa miała 36 lat a wiec podobnie jak jej mąż urodziła się około 1790 roku. Co do ich synów to przypuszczalnie wszyscy dostali staranne wykształcenie.

Ignacy Józef - był najstarszym z synów Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodzony w 1824 roku ponoć od dziecka miał i powołanie kapłańskie. Gdy ukończył 9 lat rodzice przyjęli dla niego guwernera. W trzynastym roku życia wstąpił do drugiej klasy gimnazjum piotrkowskiego. W cztery lata później przerwał naukę w tej szkole i udał się do Włocławka, gdzie przez rok uczył się łaciny pod opieką księdza Ignacego Borzęckiego. Po przeszkoleniu ksiądz Ignacy dał mu pismo polecające do seminarium. W piśmie tym udzielił Ignacemu Józefowi pozwolenia na poświecenie się stanowi duchownemu według jego powołania i życzenia. Rekomendacja ta wystarczyła, by we wrześniu 1844 roku został on przyjęty do Seminarium Włocławskiego Po dwóch latach studiów w tej uczelni został przeniesiony do Akademii Teologii Rzymsko-katolickiej w Warszawie, gdzie zdał pomyślnie egzaminy końcowe i w dniu 31 października 1847 roku otrzymał świecenia kapłańskie. Jako ksiądz, Ignacy Józef cieszył się dobrą opinią. Od 1851 roku pełnił funkcje kanonika w Kozminku. Tam w spokoju spędził resztę swojego długiego życia poświęcając się całkowicie służbie Bożej i studiowaniu książek. Z tego okresu zachował się tylko jeden ślad jego aktywności publicznej. W 1862 roku zwrócił się do J. I. Kraszewskiego z propozycją opublikowania w Gazecie Polskiej jego projektu walki z alkoholizmem. Ksiądz Ignacy żył 60 lat. 14 stycznia 1884 roku po południu udał się na spacer za miasto. Około pól mili od domu upadł i już nieżywego o godzinie 15 znalazły go jakieś przejeżdżające tamtędy panie. Pomimo wszelkich starań jakie na miejscu mogli mu otaczający udzielić, przywrócony do życia nie został. Pogrzeb odbył się nazajutrz, we wtorek 15 stycznia 1884 roku o godzinie jedenastej rano.

Julian - urodził się w 1828 roku. Prawdopodobnie ukończył gimnazjum piotrkowskie. Następnie poświęcił się karierze wojskowej w armii rosyjskiej. Niestety mimo wieloletniej służby dorobił się tylko stopnia podporucznika. Zmarł w Moskwie przed 1875 rokiem.

Teofil - urodził się w 1830 roku. Nie wiadomo czy ukończył jakąś szkołę. Żył z gospodarowania. Po 1862 roku osadzony przez brata Narcyza na majątku rodziców w Modrzewcu, prawdopodobnie przebywał tam aż do śmierci.

Marcin Paweł - urodził się w 1831 roku. Jego imiona pojawiają się tylko w księgach metrykalnych urodzeń, co może wskazywać że zmarł bezpotomnie, możliwe że jeszcze w wieku dziecięcym.

Narcyz – był najmłodszym synem Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodził się około 1836 roku. Prawdopodobnie ukończył gimnazjum piotrkowskie, po czym poświęcił się karierze wojskowej. Kariery tej nie zrobił gdyż w 1862 roku, że względu na zły stan zdrowia, musiał zakończyć swoją jedenastoletnią służbę wojskowa. Gdy powrócił do Modrzewca zastał już tylko szczątki majątku rodziców (w sumie 60 mórg zadłużonej ziemi i kilkaset rubli gotówką). Dzięki wytężonej pracy z czasem spłacił długi i uporządkował (gospodarkę majątku. Ożeniwszy się z wdową po Weyhorze z domu Gadomską, właścicielką folwarku liczącego 280 mórg ziemi, przeniósł się do żony a na ojcowiźnie osadził swojego brata Teofila. Szczęście jednak nie sprzyjało Narcyzowi. Z powodu nieurodzaju a przede wszystkim w wyniku procesów o ziemię, stracił część majątku żony, a resztę był zmuszony sprzedać. Otrzymał jednak w wieczysta dzierżawę majątek Mierzanowice w powiecie Wieluńskim. Wkrótce niepowodzenia życiowe całkowicie go załamały. Sprzedał, swoją część majątku za 500 srebrnych rubli. Odmówił też pójścia do któregoś z dzieci. Założył własne gospodarstwo, gdzie przez trzy lata wiódł pustelnicze życie, póki nie wyczerpały mu się pieniądze. Zmarł po 1880 roku. Z żoną miał troje dzieci: syna Konstantego, przez najbliższych zwanego Kasprem, oraz dwie córki: Annę i Marię.
Maria - wyszła za mąż za wdowca Majkowskiego z zawodu ślusarza. Żyła w strasznej biedzie mieszkając z mężem i będącym na bezrobociu dorosłym pasierbem, w małej facjatce na ulicy Wolskiej w Warszawie. W czasie czternastoletniego pożycia z Majkowskim urodziła mu sześcioro dzieci. Niestety, czworo z nich zmarło. Maria była bardzo źle traktowana zarówno przez męża jak i przez pasierba. W chwili zwątpienia pisała, że gdyby nie dzieci dawno by sobie życie odebrała.
Losy
Konstantego - jedynego syna Narcyza są nieznane. Wszystko wskazuje jednak, że nie zapewnił on ciągłości rodu.

            Ignacy - urodził się w 1775 roku. Był synem nieznanego z imienia Borzęckiego.  Matka Agnieszka w 1817 roku miała 75 lat (urodziła się wiec około 1742 roku). Nie umiała pisać Po śmierci pierwszego męża, a ojca Ignacego, powtórnie zamężna z Wawrzyńcem Dobraczyńskim (lub Dobczyńskim).
Ignacy, przyjaciel domu Wincentego Borzęckiego z Modrzewca był księdzem. Przez długie lata sprawował funkcję proboszcza we wsi Makowiska. Nie cieszył się tam jednak dobrą opinią. W 1807 roku do sądu cywilnego wpłynęła na niesfornego księdza pierwsza skarga. Parafianin Wojciech Słubicki (Słabicki) oskarżył go o wiele poważnych wykroczeń, a swoje zarzuty poparł zeznaniami świadków. Część z tych zarzutów dotyczyła wyłudzania pieniędzy za posługi kapłańskie. M.in. pewnego razu ksiądz Ignacy nie zjawił się o umówionej porze aby udzielić ślubu, a później zażądał od młodych dodatkowej spowiedzi i ponownej opłaty za zapowiedzi. Oskarżono go również o to, że dość często przebywał poza parafią, z drugiej zaś strony kategorycznie zabraniał udawania się z prośbą o udzielenie chrztu choremu dziecku czy też ostatniej posługi umierającemu do innych księży mieszkających w sąsiedztwie. Z tego powodu m.in. w Gajecicach zmarło dziecko bez chrztu. Skądinąd wiadomo ze ksiądz Ignacy miał majątek Naramice w gminie Walichowy (miejscowość Walichowy leży w odległości 15 km od Wieruszowa). Dla majątku tego często porzucał zajęcia w parafii Makowiska. Kilka lat później, a dokładnie w 1817 roku, postępowanie księdza Ignacego znów stało się powodem sprawy sadowej. Zaczęło się od tego, że jeden z parafian zamiast spodziewanych zapowiedzi usłyszał z ambony pod swoim adresem obelżywe słowa. Dotknięty tym do żywego nie pozostał dłużny i wyjawił co wiedział. Według jego zeznań proboszcz miał pobić i wypędzić że wsi męża swojej kochanki, niejakiego Bogumiła Henniga. Ten odchodząc, ponoć przy świadkach, oświadczył, że nie jest ojcem dziecka, którego właśnie spodziewała się jego żona. Ponadto zarzucono księdzu pobicie swojego ojczyma. Sprawa zakończyła się dla Ignacego pomyślnie, gdyż świadkowie zaprzeczyli jakoby oskarżenia były prawdziwe. W latach 1825-1844 Ignacy był proboszczem w parafii pod wezwaniem św. Witalisa w Tuszynie. Tu w 1831 roku jeszcze raz pozwano go do sądu. Tym razem skargę wniosła Rada Obywatelska gminy Tuszyn. Najprawdopodobniej postawiono mu wtedy zarzut bezprawnego korzystania z beneficjum.
Na starość ksiądz Ignacy nieco się ustatkował W 1833 roku zorganizował własną szkolę, a w 1835 roku złożył egzamin ekstraordynaryjny konkursowy uprawniający do korzystania z beneficjum. Po tej dacie nie ma już na niego skarg. Zmarł 24 sierpnia 1844 roku o godzinie piątej rano. Prawdopodobnie ten sam Ignacy kanonik kaliski 1841 roku.

            Konstanty (Mustafa Dżelaleddin) - był potomkiem starego rodu szlacheckiego. Syn Wincentego i Józefy Kurczewskiej. Urodził się 10 kwietnia 1826 roku o godzinie szóstej rano. Pierwsze lata życia z pewnością spędził w rodzinnym Modrzewcu. Później podjął naukę w gimnazjum w Piotrkowie Trybunalskim. W latach 1844-1846 studiował malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Rok 1846 był przełomowy w życiu Konstantego. Będąc na półmetku studiów artystycznych porzucił je nagle by wstąpić do Seminarium duchownego we Włocławku. Podobno to ojciec Konstantego, wbrew woli syna, zapisał go do seminarium. Krok ten można tłumaczyć tylko złą sytuacją materialną rodziny. Studia w seminarium rozpoczął Konstanty w dniu 1 września 1846 roku. Brak kontaktu z otaczającym światem i niezwykle trudne warunki bytowe, musiały na nim wywrzeć wyraźne piętno. Jego dni były całkowicie wypełnione nauką i obowiązkami. Pomimo to Konstanty znajdował czas na malarstwo. Jego obraz przedstawiający św. Wincentego jeszcze w 1908 roku wisiał w ołtarzyku sali filozoficznej seminarium włocławskiego. Może Konstanty, podobnie jak jego starszy brat Ignacy Józef, został by księdzem, a żyjąc później długo i spokojnie w jakiejś wiejskiej parafii, uprawiał by amatorsko malarstwo, ale ważne wydarzenia polityczne zmieniły całe jego życie. W marcu 1848 roku wybuchło powstanie w Wielkim Księstwie Poznańskim. Konstanty, jak wielu jego rówieśników, najprawdopodobniej dał się ponieść fali patriotycznego zrywu i opuściwszy ukradkiem seminarium udał się tam aby przyłączyć się do powstańców. Nie wiadomo w jakich okolicznościach został on wcielony do powstańczych szeregów i kiedy przeszedł chrzest bojowy. Na pewno brał udział w walkach o Nowe Miasto, jako żołnierz 4 kompanii strzelców. W sumie jednak w dziejach powstania zapisał się raczej epizodycznie.

Bitwa pod Sokołowcem w dniu 2.05.1848 roku.
(Litografia E, Lamaitre’a według rysunku Konstantego Borzęckiego).

Po jego upadku nie miał już dokąd wrócić. Jako powstaniec był niewątpliwie poszukiwany przez policję. Z kolei rodzina nie mogła mu wybaczyć ucieczki z seminarium. Jedynym wyjściem dla byłego aluma pozostawała emigracja. Gdy więc dowództwo pruskie wydało odezwę zapewniającą każdemu, kto w ciągu tygodnia zgłosi się do władz, gwarancje wolności osobistej i paszport do Francji, od razu podjął decyzję. Niestety zbyt pochopnie. Natychmiast został aresztowany i osadzony w twierdzy poznańskiej, a następnie doprowadzony do więzienia w Kostrzyniu.

Powstańcy wielkopolscy 1848 roku w drodze do więzienia.
(Litografia Konstantego Borzęckiego wedłóg rysunku Polikarpa Gumińskiego).

Nie stracił jednak nadziei i wraz z innymi więźniami wystosował w dniu 10 czerwca 1848 podanie do pruskiej Rady Ministrów z prośbą o wydanie paszportów umożliwiających im wyjazd za granicę. Niestety zamiast tego wszystkich ich odesłano do twierdzy Magdeburg. Beznadziejna sytuacja nie załamała Konstantego. Chcąc poprawić swój byt, wykonał w wiezieniu kilkanaście litografii utrwalających jego niedawne przeżycia powstańcze. Prace te dość życzliwie zostały przyjęte przez krytyków. Nie wiadomo w jakich okolicznościach Konstanty opuścił więzienie. Prawdopodobnie w końcu uzyskał od władz pruskich upragniony paszport. Niezwłocznie tez udał się do Francji podobno z zamiarem zostania oficerem. Francji chwilowo jednak nie zależało na szkoleniu polskich oficerów. Inaczej było natomiast w Turcji, gdzie z sympatią odnoszono się do uchodźców. Każdy kto miał jakiekolwiek pojecie o rzemiośle wojennym mógł otrzymać stopień oficerski i stanowisko w armii sułtańskiej. Był wszakże jeden warunek. Należało przyjąć islam i złożyć przysięgę na wierność sułtanowi. I tym razem Konstanty nie zastanawiał się długo. Jego pobyt we Francji był tak krótki, że zapewne nie zdążył on nawet rozpocząć tam nauki w jakiejś szkole wojskowej. W końcu października lub na początku listopada był już w Konstantynopolu, gdzie niezwłocznie przyjął islam i nowe imię Mustafa, a ponieważ jednocześnie został mianowany oficerem przysługiwał mu również tytuł beja. Zaraz potem Konstantego przeegzaminował oficer francuski będący wykładowcą w Wyższej Szkole Wojskowej państwa osmańskiego. Egzamin musiał dla niego wypaść pomyślnie, bo Mustafa uzyskał stopień kapitana inżynierii i został przyjęty do sztabu generalnego armii sułtańskiej. Z nieznanych przyczyn wkrótce zmieniono te decyzje i miast do sztabu wysłano go Diyarbakiru na głębokiej prowincji, gdzie dobrowolnie raczej nikt się nie wybierał. Mustafa przybył tam przed końcem listopada 1849 roku. Najbliższe dwa lata służby były dla Mustafy nieciekawe i wcale nie zapowiadały jego późniejszej kariery. Nie mając konkretnego zajęcia, nie dostając tez żadnych bardziej odpowiedzialnych zadań do wykonania, czas spędzał w nudzie przerywanej od czasu do czasu utarczkami z miejscową władzą wojskową. Bardzo wtedy tęsknił do piotrkowskich nizin. Nostalgię próbował pokonać robiąc dużo szkiców, głównie swoich współtowarzyszy i niekiedy malując obrazy olejne. W końcu nie mogąc dłużej znieść tej sytuacji zwrócił się do swojego paszy z prośbą o dymisję lub przydzielenie mu jakiegoś ambitnego zadania. W odpowiedzi pasza raczej retorycznie zapytał go, jakie zadanie chciałby otrzymać. Czy byłby w stanie wykonać jakąś fortyfikację np. blokhauz (drewniano-ziemna lub betonowa budowla pełniąca funkcję strażnicy lub punktu oporu). Mustafa wyraził pełną gotowość i w krótkim czasie przedstawił paszy nie tylko komplet planów, ale i model blokhauzu. Szczęście mu sprzyjało. Niedługo potem zaszła pilna potrzeba budowy tego typu fortyfikacji na granicy z Persją. Przysłany w tym celu ze Stambułu pułkownik bej Abdi, pierwszy oficer armii osmańskiej, nie tylko nie słyszał nigdy co to jest blokhauz, to jeszcze pomimo przedstawienia mu rysunków i modelu, nie był w stanie pojąć na czym ma polegać budowa takiego obiektu. Pasza choć bardzo do tej pory niechętny Mustafie, musiał zmienić o nim zdanie i w efekcie mianował go jedynym konstruktorem blokhauzu, odpowiedzialnym za całą budowę. Pułkownik bej Abdi miał mu towarzyszyć tylko jako doradca w sprawach administracyjnych.
25 sierpnia 1850 roku wyjechali oni do Hartumu. Mimo niekorzystnej pory, na zadanie paszy od razu rozpoczęto budowę. Teraz dopiero Mustafa mógł się przekonać o zwyczajach panujących w administracji państwa osmańskiego. Wprawdzie miał on zupełną swobodę w prowadzeniu budowy, jednak pułkownik w ogóle nie dopuszczał go do rachunkowości, gdzie robił ogromne nadużycia. W dodatku Mustafa dowiedział się przypadkiem, że za wybudowanie blokhauzu jego towarzysz ma uzyskać stopień generała. Po cichu liczył jednak na to, że po skończeniu budowy pułkownik spełni swoje obietnice i zabierze go ze sobą do Stambułu. Tym razem wiara nie zawiodła Mustafy. Już w lecie 1851 roku przybył on do Stambułu gdzie uzyskał przydział do sztabu generalnego. Tam Mustafa zwrócił na siebie uwagę dostojników osmańskich. Jeden z nich, pasza Ömer, wziął go do swojego wydziału, a wysoko ceniąc jego umiejętności, wkrótce bardzo polubił i ożenił że swoja starszą córką Saffet.

Mustafa Dżelaledin (Fotografia ze zbiorów Siny Özkok)

Koneksje rodzinne na pewno ułatwiły Mustafie zrobienie kariery wojskowej. W latach 1853-1856 jako dowódca armii sułtańskiej w Batawii brał udział w wojnie Krymskiej. Dał wtedy wyjątkowe dowody swojej odwagi. M.in. podczas bitwy o Szekutil prowadząc oddział na bagnety, pierwszy przekroczył most silnie broniony przez Rosjan. Po zakończeniu wojny w Imperium Osmańskim nastąpiło kilka miesięcy spokoju. Wtedy to prawdopodobnie Mustafa poślubił pannę Saffet. Niestety szczęście pary młodej nie trwało długo. Wkrótce wybuchła nowa wojna, tym razem na terytoriach arabskich. Żona Mustafy nosiła wtedy w łonie jego pierwsze dziecko. On jednak nie bacząc na to, niezwłocznie udał się do Bagdadu jako oficer sztabowy głównodowodzącego, paszy Omera Lutvi. Tam mianowany podpułkownikiem oraz dowódcą armii sułtańskiej w Iraku i Hidzazie, zabawił w sumie kilka miesięcy. Gdy powrócił wreszcie do domu jego syn Enver już chodził i właśnie zaczynał mówić. Do tej pory nie znał ojca to też bał się tego obcego, groźnego mężczyzny i początkowo nie chciał się nawet do niego zbliżyć.

            W latach 1861-1862 Mustafa brał udział w tłumieniu powstania Czarnogórców. Była to wojna okrutna i krwawa. Po obu stronach pochłonęła ona liczne ofiary. Również Mustafa został ranny w czasie bitwy o miejscowość Martinici, jednak dzięki zasługom zdobytym w tej kampanii awansował na stopień pułkownika. Niestety w wyniku knowań jednego z wysokich dowódców osmańskich zaraz po jej zakończeniu został odesłany do prowincjonalnego Tyrnowa (dzisiaj w Grecji). Dla Mustafy była to osobista porażka, a dla jego najbliższych najszczęśliwszy okres życia. Mieszkali wtedy w ogromnym kompleksie pałacowym, który tylko w nieznacznej części byli w stanie zagospodarować. Ich życie właściwie ograniczało się do spędzania czasu we własnym gronie. Idylla rodzinna znów nie trwało długo. W 1867 roku wybuchło powstanie na Krecie, gdzie Mustafa musiał się niezwłocznie udać. Pełniąc w czasie tej kampanii funkcje szefa sztabu armii osmańskiej, znów się wyróżnił, ponieważ jeszcze w czasie jej trwania otrzymał stopień generała brygady a wraz z nim tytuł paszy.

Pasza Mustafa Dżelaleddin.
(Fotografia ze zbiorów Siny Özkok)

            Po zakończeniu walk na Krecie, pasza Mustafa Dżelaleddin na krótko został skierowany do Szumli, po czym wrócił do Stambułu. Tu wynajął dom, w którym zamieszkał wraz z rodziną. Jego zawistni wrogowie wkrótce znowu jednak dali znać o sobie i pasza Dżelaleddin ponownie został oddelegowany na prowincje, tym razem do Monastyru (dzisiaj Bitola w Jugosławi). Mimo że był wtedy bardzo chory, wykonał rozkaz i z gorączką pojechał do swojego nowego garnizonu. Krotko potem w 1870 roku pojawił się w Jeniszehir (dzisiaj Larisa w Grecji). Tam podczas ścigania w pobliskich górach powstańców greckich, otrzymał dramatyczna wiadomość. Decyzją z dnia 18 maja 1871 roku został zdymisjonowany i przeniesiony na emeryturę oraz wezwany do niezwłocznego powrotu do Stambułu. Dla 44-letniego generała, dla którego wojowanie stanowiło największą namiętność, uznanie za niezdolnego do dalszej służby było największą życiową tragedią.

            Dymisja paszy Mustafy Dżelaleddina została podyktowana względami politycznymi. Ostatnimi czasy w rządzie Porty przeważać zaczęły głosy opowiadających się za podjęciem współpracy z Rosją. W tej sytuacji ambasador rosyjski, generał Ignatiew, bez trudu mógł doprowadzić do usunięcia z wpływowych stanowisk, zawsze niechętnych Rosji, Polaków. Los ten spotkał również paszę Dżelaleddina. Jego dymisja była jednak na tyle ważna, że generał Ignatiew niezwłocznie powiadomił o niej, w specjalnej depeszy, samego cara Aleksandra. Dlaczego fakt ten był dla Rosji aż tak ważny? Pan ambasador już od pewnego czasu bacznie śledził poczynania bohaterskiego Polaka. Szczególnie niepokojący był dla niego szybki rozwój zainicjowanego przez pasze Dżelaleddina, ruchu odrodzenia narodowego Turków. Ruch ten miał na celu wzmocnienie siły państwa osmańskiego a to akurat nie leżało w interesie Rosji. Należało zatem jak najszybciej pozbyć się popularnego generała, co osiągnięto właśnie przez doprowadzenie do jego dymisji. Jeszcze bardziej niż dymisja, paszę Mustafę Dżelaleddina, dotknęło inne nieszczęście, zmarł jego młodszy synek Ali Sejfi. To zupełnie go załamało. Emerytowany generał zamknął się w swoim mieszkaniu w azjatyckiej części Stambułu i przez 8 miesięcy z niego nie wychodził. Podobno zajmował się wychowywaniem syna Envera oraz pisaniem i malarstwem.

            W międzyczasie w rządzie osmańskim zaszły poważne zmiany. Najwyższy dowódca armii, człowiek który doprowadził do dymisji paszy Dżelaleddina, teraz sam popadł w niełaskę sułtana. Jego następca w dniu 3 marca 1872 roku przywrócił paszę do służby i skierował do sztabu generalnego. W 1873 roku pasza Mustafa Dżelaleddin ponownie wyruszył na wojnę. Tym razem został mianowany jednym z dowódców armii działającej na obszarze Serbii i Czarnogóry. Po kilku miesiącach walk kampania ta została zakończona i generał mógł znowu powrócić na łono rodziny.

            W 1875 roku wybuchło kolejne powstanie w Hercegowinie. Wkrótce ogarnęło ono znaczną cześć Bałkanów. Porta posiadała nad powstańcami nieznaczną przewagę liczebną, znacznie natomiast górowała nad nimi uzbrojeniem. Mimo to w połowie 1875 roku powstańcy osiągnęli wyraźny sukces likwidując na znacznym obszarze tureckie garnizony. Nie zdołali oni opanować jedynie kilku najlepiej umocnionych twierdz, ale i te z braku zaopatrzenia broniły się już ostatkami sił.
Dla paszy Mustafy Dżelaleddina skończyły się więc spokojne dni, spędzone w gronie rodzinnym. Najpierw został skierowany do serbskiego miasteczka Nisz, a następnie mianowany szefem sztabu armii, działającej w Hercegowinie. Do Hercegowiny przybył w końcu marca 1875 roku. Wziął tam udział w dwóch kampaniach mających na celu dostarczenie prowiantu do odciętego przez powstańców garnizonu tureckiego w Nikszciu. Pierwsza prowadzona osobiście przez głównodowodzącego armii paszę Muhtara, w skutek popełnionych przez niego ewidentnych błędów, zakończyła się dla oddziałów tureckich totalna klęską. Druga kierowana bezpośrednio przez paszę Dżelaleddina, dzięki jego doświadczeniu wojennemu i zmysłowi taktycznemu, przyniosła pełny sukces armii osmańskiej, powodując jednocześnie duże straty w szeregach powstańców. Sytuacja ta spowodowała, że naczelny wódz postarał się jak najszybciej pozbyć ambitnego paszy. Wkrótce też został on odesłany do Bośni. Tam pasza Mustafa Dżelaleddin odniósł chyba największy w życiu sukces wojskowy. W kilkudniowej bitwie oddziały tureckie dosłownie rozgromiły serbską armię. Osiągnięte zwycięstwo przyczyniło się do awansowania paszy Mustafy Dżelaleddina na stopień generała dywizji. Z kolei w oczach sprzymierzonych sił powstańczych, wyrósł on na jednego z najgroźniejszych dowódców osmańskich. Jak bardzo się go bano, może świadczyć następująca historia. Pewnego razu pasza Dżelaleddin otrzymał zadanie udania się do Sarajewa, w celu zebrania posiłków, a następnie przeprowadzenia ich do Trebinji. Dowiedziawszy się o tym Książe czarnogórski Mikołaj wydał rozkaz wzięcia go do niewoli. Nikt jednak nie odważył się uderzyć na siły kierowane przez paszę Dżelaleddina, w związku z czym zaniechano wszelkiej akcji przeciwko niemu. Mimo więc, że miał on tylko niewielki oddział żołnierzy tureckich, nie niepokojony swobodnie dotarł do celu.
Sukcesy na froncie bośniackim nie mogły jednak odmienić losów tej wojny. W pobliskiej Hercegowinie armii niedawnego rywala Mustafy, paszy Muhtara, groziła całkowita likwidacja. Sytuacja ta zmusiła Ministerstwo Wojny do działania. Wkrótce pasza Mustafa Dżelaleddin otrzymał rozkaz aby pozostawiwszy część swoich wojsk w Sarajewie, niezwłocznie wyruszył na pomoc paszy Muhtarowi. Oddziały powstańców hercegowińskich zamierzały nie dopuścić do połączenia obu armii, jednak na tzw. Popowym Polu zostały oskrzydlone i przy przeważającej sile przeciwnika, musiały się wycofać na bezpieczną pozycję. Pasza Muhtar widząc niepowodzenie swojego planu osaczenia powstańców wpadł we wściekłość. Jako głównodowodzący armii osmańskiej w Hercegowinie, wydał rozkaz pacyfikacji wszystkich wsi jakie tylko oddziały Porty napotkają po drodze. Pasza Dżelaleddin powinien był się temu rozkazowi podporządkować, jednak walka z cywilną ludnością nie była w jego zwyczaju. Stąd też maszerując że Stolacza po stoczeniu potyczki z powstańcami w pobliżu wsi Lubinje (jedynej której nie mógł ominąć a jednocześnie jedynej nie spalonej w tej kampanii), nie zastosował wobec jej mieszkańców żadnych represji. Postępowanie takie zostało przez paszę Muhtara uznane za niesubordynacje. Uwięził on paszę Dżelaleddina w areszcie domowym, a następnie oskarżył o niewykonanie rozkazu. Sprawa ta mogła zakończyć się dla paszy Dżelaleddina sądem wojskowym. Na szczęście zdołał on jakoś oczyścić się z zarzutów. W rezultacie zamiast degradacji, otrzymał rozkaz udania się do korpusu albańskiego w Skutarii, gdzie miał pełnić funkcję szefa sztabu. Wyruszył tam w końcu sierpnia 1876 roku. Albański korpus sił osmańskich uchodził za najgorzej nieprzygotowaną do walki armię padyszacha. Stąd natychmiast po przybyciu, pasza Mustafa Dżelaleddin zażądał wyłączenia osiemnastu z dwudziestu ośmiu stacjonujących tam batalionów i przekazania ich pod jego bezpośrednie dowództwo. Przez około dwa tygodnie jednostki te były intensywnie ćwiczone i uczone nowych zasad walki. Ponadto z każdego batalionu, pasza Dżelaleddin, wybrał najlepszych i najbardziej ofiarnych żołnierzy, tworząc z nich doborowe oddziały awangardowe w skuteczności walki, mające dorównać Czarnogórcom. Rankiem 9 października 1876 roku, głównodowodzący armią osmańską na Bałkanach, pasza Derwisz, po pięciokrotnym fiasku zadania ciosu oddziałom Czarnogórskim od południa, podjął próbę szturmu na ten kraj od strony Albanii. Po zajęciu wsi Nowe Selo, przygotowane przez paszę Mustafę Dżelaleddina doborowe oddziały piechoty, osłaniane ogniem artyleryjskim i karabinowym, rozpoczęły szturm na położone za tą wsią wzgórze Maliani, gdzie znajdowały się umocnienia wojsk czarnogórskich. Pasza Dżelaleddin znów wykazał się bezprzykładnym męstwem. Kroczył w pierwszych szeregach dowodzonych przez siebie oddziałów. Czy wychodził śmierci naprzeciw? Raczej nie. Kochał przecież swoją kobietę i syna, znał również te tereny. Czternaście lat wcześniej, podczas próby przełamania obrony Czarnogórców w okolicy pobliskiej wsi Martinici, został poważnie ranny. Tym razem bój był jeszcze bardziej zajadły. Bitni, walczący na ojczystej ziemi Czarnogórcy, atakując zza osłoniętych pozycji zadawali napastnikom dotkliwe straty. W rezultacie siłom osmańskim udało się wedrzeć na wyżynę dopiero w czasie trzeciego szturmu. Padło wielu żołnierzy paszy Dżelaleddina. On sam również został ranny. Była to już siódma rana odniesiona przez niego w trwającej dwadzieścia osiem lat karierze wojskowej. Tym razem jednak został postrzelony w brzuch. Wiedział co to znaczy. Mając świadomość nadchodzącego końca, zdążył jeszcze wysłać telegram do padyszacha z prośbą o zaopiekowanie się synem Enverem. W ostatnich minutach życia nie odmawiał, zwyczajem muzułmańskich wojowników, wersetów z Koranu tylko mówił coś po polsku. Między innymi kilkakrotnie powtórzył słowa „psiakrew Katerina”. Dla nikogo nie powinno być wątpliwe, że słowa te odnosiły się do Katarzyny Wielkiej, carycy rosyjskiej, głównej sprawczyni wydarzeń, które wiele lat później przywiodły Konstantego Borzęckiego do udziału w tej niesprawiedliwej wojnie. Pasza Mustafa Dżelaleddin konał osiem godzin. Zmarł rankiem 10 października 1876 roku w szpitalu, w miasteczku Spuz, nad rzeka Zeta w Czarnogórze i tam został pochowany na dziedzińcu miejscowego meczetu. Na jego grobie ktoś postawił prostą piaskowcową kolumnę zakończoną rzeźbionym fryzem.
Kilkanaście miesięcy później Spuz został zdobyty przez Czarnogórzan. Grób polskiego szehida znalazł się poza granicami kraju dla którego żył, walczył i zginął. Oczywiście w wolnej Czarnogórze nikt nie opiekował się grobem, przez nikogo niekochanego tu osmańskiego generała. W czasie drugiej wojny światowej miasteczko Spuz zostało doszczętnie zniszczone. Po istniejących tu kilku tureckich meczetach nie pozostał żaden ślad. Nie zachował się również grób paszy Mustafy Dżelaleddina. Nie istnieje również rodzinny majątek Konstantego - Modrzewiec. W miejscu gdzie kiedyś się znajdował, obecnie istnieje olbrzymia odkrywka kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie.

Mapa okolic nieistniejącego już majątku Modrzewiec na tle mapy obecnej odkrywki kopalni węgla brunatnego.

Jak już wspomniano Mustafa Dżelaleddin ze związku z Safet Ömar miał dwóch synów: Envera Hassana i Ali Sejfi.
Ali Sejfi - syn Mustafy Dżelaleddina Safet Ömer. Zmarł w wieku dziecięcym.
Enver Hassan - syn Mustafy Dżelaleddina Safet Ömer urodzony w Stambule 1857 roku. W wieku 10 lat został oddany do szkoły prowadzonej przez zakonników. Przez trzy lata uczeń Galatasaray, najbardziej prestiżowej osmańskiej szkoły średniej. Później ojciec osobiście zajął się jego edukacją. Bez problemu zaliczył jednak ostatnią klasę i uzyskał świadectwo ukończenia tej szkoły. W 1875 roku został przyjęty do Collegium Chantal w Paryżu. W 1876 roku po śmierci ojca na rozkaz sułtana musiał przerwać dalszą naukę i powrócić do Imperium Osmańskiego. Tam postanowił pozostać przy matce w Stambule przyjmując posadę w stopniu kapitana w Sztabie Generalnym Armii. Poślubił Leylę, córkę paszy Mehmeda Ali (Karola Detroi). Miał z nią pięcioro dzieci: Aisze Dżelile. Münevver, Sarę, Mustafę Dżelaleddina i Mechmeda Ali. Pełnił wiele funkcji wojskowych i państwowych. W 1890 roku mianowany attache wojskowym w Wiedniu. W 1897 roku w czasie wojny turecko-greckiej mianowany gubernatorem wojennym w Volos (Grecja). W imieniu sułtana w 1898 roku przebywał z misją w Stanach Zjednoczonych. W 1899 roku podjął myśl powtórnego małżeństwa z córką Wincentego Loffino w związku z czym miał zamiar przejścia na katolicyzm. Korespondował w tej sprawie z siostrą zakonną Kunegundą.  W imieniu sułtana w 1901 roku przebywał z misją w Chinach. W uznaniu zasług mianowany generałem świty sułtana i odznaczony orderem Osmanije. w Erenkoy w Turcji. Po opuszczeniu pierwszej żony przeszedł na katolicyzm i poślubił Hortensję Loffino, córkę Wincentego. Dla zachowania pozorów ślub odbył się jednak w obrządku muzułmańskim.  Ze związku tego narodziło się troje dzieci: Ömar Songar, Enver Songar i Suzan.  Po przejściu na emeryturę założył liceum w Erenkoy. Amatorsko zajmował się również studiami nad historią Turków.
Ajsze Dżelile - najstarsza córka Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubiła Hikmeta ?. Była jedną z pierwszych tureckich artystek malarek (znana jako Dżelile Enver). Po rozwodzie z mężem przeniosła się do Berlina.
Münevver - córka Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubiła poetę Samiha Rifata, syna Hasana Rifata, pozostałego przy boku Mustafy Dżelaleddina w chwili jego śmierci. Samih Rifat był wysokim urzędnikiem osmańskim. Przez pewien okres czasu pełnił funkcję gubernator Trabzonu. Aktywnie działał w ruchu dążącym do utworzenia Republiki Tureckiej. Po jej powstaniu był posłem do parlamentu. Został wybrany pierwszym prezesem Towarzystwa Języka Tureckiego. Był również działacz Tureckiego Towarzystwa Historycznego.
Sara - najmłodsza córka Envera Hasana i Leyli Ali. W wieku 14 lat została wydana za ??, któremu już w następnym roku urodziła córkę. Poślubiła secundo voto inżyniera budowlanego Avni Okçu. Małżonkowie utrzymywali bliskie kontakty z Polakami. Żyła jeszcze w 1986 roku. Mieszkała w Stambule. Na starość zaczęła malować.
Mustafa Dżelaleddin - syn Envera Hasana i Leyli Ali. Poślubił Francuzkę Gabrielę Taron, która powiła mu córkę Münevver. Był tureckim dyplomatą. Zmarł przedwcześnie.
Münevver - córka Mustafy Dżelaleddina i Gabrieli Taron. Żyła w wolnym związku ze słynnym poetą tureckim Nazimem Hikmetem Ranem, synem Ajsze Dżelile. Miała z nim syna Mehmeta. Nazim miał poglądy komunistyczne. Prawdopodobnie za jego namową na początku początku lat pięćdziesiątych XX wieku Münevver opuściła Turcję i przeniosła się do Polski. Nosiła tu nazwisko Borzęcka. Pracowała tu jako lektorka języka tureckiego na Uniwersytecie Warszawskim. Była współautorką książki „Historia literatury tureckiej”. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku wyjechała na stałe do Francji. Wyszła za mąż za ? Volkoff-Andac. Zajmowała się tłumaczeniem literatury tureckiej.
Mehmed Ali - Envera Hasana i Leyli Ali. Brak o nim jakichkolwiek informacji.
Enver Songar - syn Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarł w 1981 roku.
Ömar Songar - syn Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarł w 1980 roku.
Suzan - córka Envera Hasana i Hortensji Loffino. Zmarła w 1986 roku.

 

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnej strony kliknij poniższy interaktywny przycisk.

 

UWAGA!!! Jeżeli wykryjecie jakieś niezauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY