Marcin Matuszewicz

PAMIĘTNIKI MARCINA MATUSZEWICZA

KASZTELANA BRZESKIEGO-LITEWSKIEGO 1714-1765

(wyciąg)

 

TEKST

Nastąpił zatem rok 1750. Względem sejmiku umyślił sobie książę podkanclerzy W. Ks. Lit., ażeby obodwoch swoich utrzymać deputatów. Proponowałem mu tedy Czyża, (poleconego zięciowi jego Sapiezie wojewodzie podlaskiemu) i Jgnacego Wyganowskiego, za którego oddanie sam ręczyłem. Chcąc zaś łatwiej ten sejmik do porządnego przyprowadzić skutku tak umyśliłem: Buchowieckiego, pisarza ziemskiego brzesko-litewskiego, dotąd oddanego przyjaciela księcia hetmana wielkiego W. Ks. Lit. do sprawy naszej przywieść. Proponowałem tedy księciu podkanclerzemu aby mówił Buchowieckiemu, że na niego całe dzieło sejmiku zdaje i że ja będę od niego zależeć, a to dla dwóch racji: pierwsza aby go tym honorem pierwszeństwa zachęcić do tym lepszego dla sprawy księcia podkanclerzego oddania i aby ustała ze mną, jako niżej położonym, niezgoda; druga przyczyna ażeby sam będąc najważniejszym aktorem, nie miał na kogo zwalić niepomyślnego sukcesu sejmikowego.

Z Wołczyna pobiegłem do Brześcia dla widzenia się z Borzęckim(1) nieodstąpionym przyjacielem Radziwiłłowskim, u którego potem byłem w Koroszczynie dla zabrania z nim tym większej zażyłości, którą i bez tego dosyć wielką miałem.
Ta bowiem moja maksyma w sejmikowaniu i obejściu się w województwie była: wszystkim szczerze i ochotnie służyć, krzywd nie pamiętać i nieprzyjaciołom, gdy się okazja zdarzyła, usłużyć, nawet i udarować. Za moje urzędowe działanie mało albo i nic nie brać, a potrzebnym jeszcze dać. Lekko przyjechać i rychło wyjechać, aby stronom kłopotu nie czynić. Rozpatrzyć sprawy i przy tym rozpatrzeniu swego dołożyć. Na sądach i innych zjazdach w Brześciu stół mieć otwarty, winem dobrym nie tylko częstować, ale też mocno poić, w czym i swego nie ochraniałem zdrowia. Na sejmikach zaś nigdy do skrajności nie przychodzić, głos każdego barzo obserwować, prosić oponentów, pretensje ich do starających się o funkcję swymi często pieniędzmi godzić. Słowa punktualnie dotrzymać. Jeżeli sejmik doszedł, wspólnie się cieszyć. Jeżeli nie doszedł, tedy i z tymi , co go zepsowali, jako to bywało z przyjacielami Radziwiłłowskimi, w zupełnej rozjeżdżać się zażyłości, którzy bywało do mnie przychodzili. Piłem z nimi, weseliłem się w prawdziwej szczerości, tłumacząc ich potrzeby, że to musieli dla swoich przyczyn uczynić. Co wszystko prawdziwą mi miłość w województwie jednało. Miałem jednak i nieprzyjaciół siła, szczególnie wspomnianego Buchowieckiego, nie z mojej winy, ale z zazdrości.

            Nastąpił potem sejmik deputacki. Gdyśmy się zatem w wigilię zebrali na sejmik, najprzód się publicznie oświadczyłem, że żadnego kroku nie uczynię bez wiadomości i dyspozycji Buchowieckiego. Były podane od księcia hetmana Radziwiłła, od Sapiehy kanclerza i od Sapiehy wojewody brzeskiego sprzeciwy. Najprzód tedy rano barzo pojechałem do Borzęckiego, prosząc go, aby sejmiku nie psował, a pozwolił na Wyganowskiego i na Czyża. Odpowiedział mi Borzęcki, że rad by to dla przyjaźni mojej uczynić, ale się obawia, ażeby dzierżawy czopowego brzeskiego, kilka tysięcy jemu czynionej, z łaski księcia hetmana nadanej, nie utracił. Ja mu tedy taki podałem sposób, ażeby gdy inne będą uspokojone sprzeciwy, on na sam koniec ze swoim zatrzymał się sprzeciwem, gdy go zaś będziemy prosić, aby ustąpił, tedy aby się głośno, a nie na szepty, radził Buchowieckiego, jeżeli on pozwala i bierze na siebie usprawiedliwienie jego przed księciem hetmanem; a gdy Buchowiecki pozwoli i weźmie to na siebie, tedy aby tegoż momentu ustąpił, a marszałek sejmikowy Sosnkowski, ponieważ laski pretendował, zaraz zasiądzie, deputatów poda i deputaci w krótkich słowach podziękują.
Przyjął zatem Borzęcki ten projekt. Zasadzili się wszyscy, że Borzęcki nie pozwoli, który się też z tym dokazował. Tymczasem tak się stało, jakom projektował, że Buchowiecki zapewnił Borzęckiego, że książę hetman nie będzie tego miał za złe, gdyż Buchowiecki, bywszy w Wołczynie i asekurowawszy się najpierw u księcia podkanclerzego, pobiegł potem dniem i nocą do Nieświeża do księcia hetmana i wziął na siebie to, że nie dopuści nieprzyjaciół Radziwiłłowskich do funkcji deputackiej. A tak po zapewnieniu Borzęckiego, w jednym prawie pacieżu sejmik bez żadnego doszedł sprzeciwu. Stanęli deputatami Wyganowski i Czyż, z czego barzo był kontent książę podkanclerzy, a Borzęckiemu mówiłem, ażeby zaraz z Brześcia wysłał umyślnego do księcia hetmana z uprzedzeniem relacji, że Buchowiecki, jako był przed samym sejmikiem w Nieświeżu zapewnił go, że na obranych Wyganowskiego i Czyża deputatów książę hetman pozwolił, i brał to na siebie, że książę hetman nie będzie tego miał za złe. Gdy tedy taki Borzęckiego list przyszedł do księcia hetmana, Borzęcki był usprawiedliwiony i za niewinnego uznany, a Buchowiecki za szalbierza i zdrajcę.
Sejmik deputacki był w ostatni poniedziałek zapustny (9 lutego) 1750 roku.

Nastał rok 1759, w którym do Terespola zjechała się szlachta na sejm trybunalski. W tymże czasie Borzęcki, strażnik brzeski, w Terespolu u Dominikanów leżący umarł, który przez wiele lat od księcia Radziwiłła, hetmana wielkiego W. Ks. Lit. trzymał czopowe szelężne województwa brzeskiego, najmniej dwa tysiące złotych dzierżawcy dochodu przynoszące. Pisałem tedy zaraz do księcia hetmana, prosząc o nadanie na też czopowe, które mi książę hetman łaskawie i z ochotą przyznał. A że z góry znaczne sumy brał u tegoż Borzęckiego na pomienione czopowe, tedy pisał do mnie, abym z żoną jego rozliczenie uczynił i co jej winno, z zaległymi prowizjami wypłacił. Przyjechała tedy do mnie Borzęcka z regestrami nieboszczyka męża swego i z obligami księcia hetmana. Znalazło się tedy, że więcej trzydziestu tysięcy oprócz prowizji jej należało.
Posłałem to rozliczenie księciu hetmanowi, który kazał co do szeląga wszystko wypłacić, a że tenże nieboszczyk Borzęcki, u innych wierzycieli sam pożyczając, dawał księciu hetmanowi z góry na te czopowe, więc zbiegli się do mnie wierzyciele, którym ile tylko mogłem, wypłacałem. Z tych trzydziestu tysięcy od księcia hetmana należących ledwo ze trzy tysiące do rąk Borzęckiej wdowie oddałem na potrzeby jej, na drugi rok uprosiwszy wierzycieli poczekania. Tandem wszystkie pieniądze wypłaciłem, a resztę za assygnacjami, osobliwie na fabrykę pałacu warszawskiego.(2)

Przypisy:

1. Antoni Borzęcki, strażnik brzeski, litewski; krewny sędziego grodzkiego brzeskiego Stanisława Kropińskiego (jego matka pochodziła z Kropińskich); dzierżawca majątku Koroszczyn (własność książąt Szujskich) i urzędu poborcy czopowego szelężnego (urząd ten był dziedziczną własnością Radziwiłłów; zaufany stronnik księcia hetmana wielkiego W. Ks. Lit. Michała Radziwiłła zwanego „Rybenko”, w 1750 roku na sejmiku deputackim brzesko-litewskim za namową Matuszewicza sprzeniewierzył się woli swojego możnego protektora i doprowadził do wybrania deputatami stronników księcia podkanclerzego W. Ks. Lit. Michała Ferdynanda Czartoryskiego. Cała sprawa zakończyła się jednak fiaskiem gdyż stronnicy Radziwiłła oprotestowali sejmik i wybory unieważniono.
W 1754 roku wyruszył z Matuszewiczem do Warszawy na sejm ordynaryjny, jednak z powodu opóźnienia w podróży przybył tam gdy sejm już się zrywał. W 1755 roku Matuszewicz wyjednał mu od księcia Radziwiłła wykupienie z rąk podolskiej rodziny Lewkowiczów prawa do dzierżawy folwarku Czernawczyckiego. W 1758 roku ciężko chory przebywał w Konstantynowie, a w lutym 1759 roku u Dominikanów w Terespolu gdzie wkrótce zmarł.

2. Matuszewicz niewiele mówi o rodzinie Antoniego Borzęckiego. Z jego pamiętników można wnioskować, że Antoni pozostawił przynajmniej dwóch małoletnich synów. Starszego z nich zabrał Matuszewicz w 1761 roku do Warszawy z myślą znalezienia mu posady u któregoś z możnych Panów. Niestety żadna ku temu okazja się nie zdarzyła i młody Borzęcki musiał powrócić do domu.
Nieco później Matuszewicz wspomina że w 1741 roku jakiś Borzęcki pełnił funkcję podskarbiego na dworze księcia wojewody wileńskiego Karola Stanisława Radziwiłła zwanego „Panie Kochanku”. Nie podaje jednak żadnych szczegółów w związku z czym nie wiadomo o kogo tu chodzi.
Matuszewicz wspomniał również że w końcu 1783 roku jakaś Borzęcka skarżyła się że za długi syna wobec niejakiego Rudnickiego bezprawnie zajęto jej dobra dożywotnie. Niestety także i tu nie wiadomo o kogo chodzi.

 

ŹRÓDŁA

Matuszewicz Marcin, Pamiętniki Marcina Matuszewicza, kasztelana brzeskiego-litewskiego 1714-1765. Tom II. Warszawa. (1876). Wyciąg.

 

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnej strony kliknij poniższy interaktywny przycisk.

 

UWAGA!!! Jeżeli wykryjecie jakieś niezauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY