Jan Chryzostom Pasek

PAMIĘTNIK JANA CHRYZOSTOMA NA GOSŁAWICACH PASKA

DEPUTATA POWIATU LELOWSKIEGO NA KOŁO RYCERSKIE,

A PIERWEJ TOWARZYSZA PANCERNEGO Z CZASÓW PANOWANIA

JANA KAZIMIERZA, MICHAŁA KORYBUTA WIŚNIOWIECKIEGO

I JANA SOBIESKIEGO (1656-1688)

(wyciąg)

 

TEKST

            Roku Pańskiego [25 czerwca] 1660, pod Połonką (nieopodal Nowogródka) wojska hetmana Czarnieckiego siła moskali pobiły tak sromotnie że Chowański ich hetman najwyższy, jeno z 4000 konnych ujść zdołał. Natenczas w Mińsku, na traktatach z Moskwą, byli nasi komisarze. Hetman Czarniecki posłał zaraz 12 chorągiew dobrych, żeby ich sprowadzić. Komendę dano Pawłowi Borzęckiemu.
Po owym tedy tak srogim sturbowaniu, z koni, nie zsiadając, poszliśmy nocą do miasta. Gdy przyszliśmy pod Mińsk, mówi komendant [Paweł] Borzęcki:
            „Mości panowie, trzeba by nam tu języka, żebyśmy przecie wiedzieli, co się w mieście dzieje. Proszę, kto ochotny, skoczyćby na przedmieście i wziąć lada chłopa.
Nikt nie wyjechał. Kiedy komendant widzi, że nie masz ochoty, mówi:
            „Proszę przynajmniej z piętnaście koni dla towarzystwa mego, kto łaskaw, a bądźcie gotowi kiedy nas tam poczną bić.
Z jego chorągwie wyjechało dwóch, dalej nic. Ja, pamiętając jego łaskę pod Kozieradami w mojem nieszczęściu, wyjechałem, a obaczywszy i mnie, wyjechało z pod naszej chorągwie 20 koni.

            Przyjechaliśmy na przedmieście do jednej chałupy, pusta, do drugiej ogień jest co znać że jeść gotowano, ale ludzi nie masz. Już wychodząc z owej chaty w chlewie trzy białogłowy naszliśmy. Jeden nasz towarzysz Charlewski umiał mowę moskiewską. Pyta babę o wojsko i komisarzów. Baba mówi że przyjechało cztery chorągwie ich wojska ale rychło uszli i natenczas w mieście wojska nie masz. Posłał tedy komendant [Paweł] Borzęcki, żeby chorągwie przyszły, każe babie prowadzić do gospody komisarskiej. Baba z ochotą wielką pokazuje gdzie komisarze stoją. Stanęły chorągwie na rynku. Komisarze w strach jak im znać dała warta, że pełne miasto wojska. Każe komendant pytać Charlewskiemu po moskiewsku kto tu stoi, pytać o komisarzy moskiewskich: tem większy strach. Już piechota, co stała przy wozach na rynku, ustąpiła do sieni, a wtem zsiadło nas kilkanaście z regimentarzem. Wyszedł sługa, mówi Charlewski po moskiewsku:
            „Niech wstają komisarze, bo tego trzeba, a niech wszyscy będą w kupie.
Poszedł sługa do izby a już się tam światło świeciło. Poszliśmy tedy ku koniom tymczasem, niżeli się tam poschodzili, a wtem idzie starszy sługa i mówi:
            „Ichmość proszą;
Wchodzimy tedy, a oni też ku drzwiom od stołu trochę postępują potrwożeni. Zaraz wojewoda mazowiecki Stanisław Sarbiewski(1) poznał [Pawła] Borzęckiego, porucznika, zięcia swego i krzyknie:
            „Bóg sprawiedliwy, bóg łaskawy, nasi, nasi !.
Potem [Paweł] Borzęcki kilka słów pięknie, od wodza Czarnieckiego przekazując, który o szczęśliwem zwycięstwie oznajmuje. Odpowiedział Jerzy Chlebowski, starosta żmudzki, jako pierwszy komisarz, pięknie, ale z płaczem, z wielkiej radości skończyć nie mógł. Kiedy to skoczą do nas wszyscy, obłapiając, ściskając, Bogu dziękując, za takie dobrodziejstwa! Pytają o przebiegu bitwy. [Paweł] Borzęcki im prawi, aż towarzysz nasz zawoła:
            „Nie powiadaj im Waćpan, aż nam dadzą jeść.
Kiedy to skoczą słudzy, kuchmistrzowie wszystkich komisarzów kuchnie zakładać, ważyć, tymczasem wódek, miodów i win. Pozsiadali wszyscy z koni. Tak tedy w owem nieodgarnionem weselu my im powiadali o bitwie i zwycięstwie, oni też nam, jako traktowali z Moskwą, jako się dorozumieli tego, kiedy komisarze moskiewscy uciekli, jako się bali, żeby ich z sobą nie zabrali, jako się nas polękali. A potem uczynił się dzień; pożegnawszy się, wyszliśmy z miasta i zaraz blisko w łąkach stanęliśmy koniom wygodzić i nakarmić. Komisarze też gotowali się w drogę i wyjechali za nami. Poszliśmy stamtąd pod Lachowice, gdzie zastaliśmy wojsko nasze w obozie.

            Roku pańskiego [lipiec] 1661 niepłatne wojska hetmańskie rozgoryczone na dwór poczęły zbierać się do związku. Wojsko koronne pod dowództwem Czarnieckiego nie chciało się łączyć, ale namówione, poszedłszy z pod Kobrynia stanęło wraz z inszymi chorągwie. Zwołano tedy radę starszyzny. Ta uradziła, że z hetmańskich marszałek a z koronnych substytut obrany będzie. Stanął tedy marszałek Świderski, człowiek prosty i szczery, to w nim wojsko upatrywało, substytutem zaś [Paweł] Borzęcki, porucznik chorągwie pancernej Franciszka Myszkowskiego, margrabie pińczowskiego, człowiek uczony, fantazyi górnej. Konsyliarzów połowa z hetmańskiego, połowa z koronnego.
Nazajutrz na radzie kazano porucznikom deklarować na wierność starszyźnie. Najpierwsza tedy deklaracja była tej chorągwie, gdzie porucznikował substytut [Paweł] Borzęcki. Potem były insze chorągwie, ale nie wszystkie, w tym i moja. Później naznaczono siedzibę marszałkowi z substytutem na zamku Kieleckiem.
Stanąwszy w Kielcach na pierwszej radzie tę materyą wniesiono, żeby przysięgali ci, co jeszcze jurnamentu nie odprawili na wierność starszyźnie, nie wyjawienie sekretów i żeby nie odstępować związku aż do generalnej amnestyi. Ja zaś, będąc między młotem a kowadłem mając równo z inszymi zasługi i bywszy godzien wespół z nimi zapłaty domagać, chciałem być w związku, bo mi tam jakiś urząd pisarza, już naznaczyli, ale przysięgą w żaden sposób nie chciałem się wiązać. Kilka razy wymigiwałem się jakom mógł, aż dopiero za czwartym zebraniem rady, kiedy już porucznicy podawali regestra jurnamentu odprawionego swoich kompanij, nacisną się na mnie poważnie, żebym nie odwłócząc, przysiągł. Biorę tedy głos i już mowę poczynam, aż mi substytut [Paweł] Borzęcki przerywa, deklarując to wojsku, że to już na siebie bierze, jako mię ma nakłonić mową, że to uczynię i przysięgnę na rotę. Gdy radę zakończono [Paweł] Borzęcki napierając na mnie wszelkimi sposobami przedkładał pożytek stąd całej dywizji, kiedy w rękach koronnych pióro będzie, oraz całej Rzeczypospolitej, kiedy my, cośmy poszli do związku raczej z przymusu niż zaproszenia będziemy mieli prym w radach wystawiając korzyść i poprawę losu z tego urzędu, mówiąc że i ten urząd może więcej uczynić intraty, niżeli całej jednej chorągwi, przedkładając i to, że kiedy i nas więcej będzie wchodziło do kierownictwa w radach, którzy dobrze życzymy ojczyźnie i chcemy iść w bój przy tym marnym chlebie, to też prędzej intencyą naszą przywiedziemy do skutku, a jeżeli dokażemy że pod naszą dyrekcyą pójdzie wojsko na bój imię nasze chwałą okryjemy.
Aleć mnie te obietnice żadnego nie czyniły gustu. Rozgniewał się tedy [Paweł] Borzęcki i z takiemi wypadł słowy:
        Nie chcesz na moją życzliwą uczynić intencyą: obaczysz, żeć jutro więcej siła wyperswadują na radzie. A ja też tam natenczas nie będę, ponieważ tak moję przyjaźń lekceważysz.
Nazajutrz substytut na radę nie przyszedł i jam się też tam nie kwapił, ale że po mię przysłano musiałem. Zaczęła się tedy materya o jurnamentach, żeby koniecznie wykonane były, kto ich jeszcze dotąd nie uczynił. Przysięgało wprzód kilka różnych kompanij: a wtem idzie substytut. Lubo się był chorobą złożył, żal mu było przecie mnie, że bym w jakie złe nie wpadł terminy, bo mię bardzo kochał. A jużci mnie każą przysięgać. Tknęło mię prawdę wyjawić. Mówię tak:
Panowie funkcję pisarza na mnie włożyć chcecie, w tym ja gotów dogodzić woli W. M. M. Panów i służyć według sił swoich pod warunkiem żebym nie przysięgał, bo mię ani ten ani żaden urząd i największa jego intrata do tego nie przywiedzie, abym przysięgę daną towarzyszom swoim, Królowi i Polszce złamał. Jeżeli zaś bez przysięgi nie mogę być godzien zaufania Waszmościów, to już do rad wchodzić nie chcę, o sekretach wiedzieć nie pragnę, ale związku nie odstąpię bo tego i bez poprzysiężenia może zażyć, kto go dobrze zasłużył.
Potem wielki hałas za i przeciw. Stanęło na tym że decyzję jutro rada podejmie.
Tego dnia poszedłem żegnać marszałka. Spytał dokąd jadę. Ja mu odpowiem że do swojej chorągwie aby tu ją przyprowadzić. Substytut [Paweł] Borzęcki, lubo mój wielki przyjaciel już się ze mną od żalu i gniewu żegnać i widzieć nie chciał. Luźnych tylko pobrawszy i więcej nic nie powiadając, do domu pojechałem od związku odstępując.

Przypisy:

1.           Stanisław Sarbiewski z małżeństwa z Zofią Napiórkowską miał trzy córki: Anastazję Barbarę, Katarzynę Teresę i Elżbietę. Anastazja Barbara została wydana za Franciszka Myszkowskiego, kasztelana bracławskiego. Katarzyna Teresa wstąpiła do klasztoru Sióstr Brygidek w Lublinie. O Elżbiecie wiadomo iż na pewno była zakonnicą. Jest jednak bardzo prawdopodobne że wcześniej (przed 25 czerwca 1660 roku) poślubiła Pawła Borzęckiego i dopiero po jego nagłej śmierci w listopadzie 1662 roku została zmuszona do poświęcenia się Bogu. Był to wówczas powszechnie praktykowany sposób usuwania z życia publicznego wdów po wielkich wodzach lub innych powszechnie szanowanych osobistościach wokół których mogli by się skupić niezadowoleni z polityki dworu opozycjoniści.

 

ŹRÓDŁA

Pasek Jan Chryzostom, Pamiętnik Jana Chryzostoma na Gosławicach Paska deputata powiatu Lelowskiego na koło rycerskie, a pierwej towarzysza pancernego, z czasów panowania Jana Kazimierza, Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana Sobieskiego 1656-1688. Lwów. (1857). Wyciąg.

 

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnej strony kliknij poniższy interaktywny przycisk.

 

UWAGA!!! Jeżeli wykryjecie jakieś niezauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY