SUDETY

oraz monoklina przedsudecka

 

            Dolnośląskie żyłowe złoża kruszcowe stawiały eksploatujących je górników przed rozmaitymi problemami. Ich prawidłowe rozwiązanie decydowało o tym, czy złoże nadające się do eksploatacji zostanie pominięte, czy też właściwie rozeznane. W skutek pomyłek zdarzały się również takie wypadki, że prace prowadzono w miejscach gdzie eksploatacja była nieopłacalna lub porzucano je przedwcześnie w miejscach gdzie opłacało się jeszcze ich dalsze prowadzenie. Pomyłki te wynikały z niewłaściwej oceny zasobów rud. na ogół jednak zasoby i warunki zalegania większości dolnośląskich żyłowych złóż kruszcowych nie zapewniały dostatecznej ilości urobku do kontynuowania w nich ciągłej eksploatacji (wyjątek stanowiło tu tylko złoże złota i rud arsenu w Złotym Stoku). W związku z tym, prowadzone prace górnicze były często przerywane i wznawiane. Duże znaczenie przy podjęciu eksploatacji danego złoża miało również posiadanie umiejętności przerobu występujących w nim rud.
W złożach dolnośląskich występowały na ogół rudy polimetaliczne, które stawiały tamtejsze hutnictwo przed wyjątkowo trudnym zadaniem rozdzielenia w wielu skomplikowanych procesach zawartych w nich metali. Wszystkie te trudności narzucały górnikom stosowanie odpowiedniego systemu udostępniania i odwadniania złóż oraz sposobów wybierki rud. W miarę doskonalenia techniki górniczej ulegały one znacznym zmianom. Dlatego też w rozwoju dolnośląskiego górnictwa kruszcowego wyodrębniono kilka okresów.
Okres pierwszy rozpoczął się z chwilą podjęcia w drugiej połowie XIII wieku eksploatacji złóż złota. Co ciekawe prace górnicze na złożach pierwotnych rozwinęły się tu prawie równocześnie z eksploatacją jego złóż rozsypiskowych. Trwały jednak znacznie dłużej. Pierwotne złoża złota miały na Dolnym Śląsku charakter utworów żyłowych. Zalegały one na pogórzu Sudetów od Zgorzelca po Głuchołazy i łączyły się z przyległymi obszarami złotonośnym Czech. Duży rozwój górnictwa złota na Dolnym Śląsku przy małej jego zawartości w złożach, był wynikiem specyficznych warunków ekonomicznych panujących w średniowieczu na tym obszarze. Charakteryzowały się one taniością siły roboczej i wielkim zapotrzebowaniem na ten szlachetny kruszec, którego wartość była wielokrotnie większa od obecnej.
Wkrótce potem Sudety stały się terenem intensywnej penetracji prowadzonej przez średniowiecznych poszukiwaczy skarbów. Przemierzali oni wzdłuż i w szerz górzyste tereny Sudetów. W trakcie tych wędrówek zwracali baczną uwagę na wygląd roślin, naloty na skałach. Badali również znajdowane minerały oraz smak, zapach i barwę wody w źródłach i potokach.

 

NIEKTÓRE ZNAKI POZOSTAWIONE PRZEZ DAWNYCH POSZUKIWACZY SKARBÓW

W okolicy nic nie ma. W okolicy jest to czego szukasz.
Idź w kierunku wskazanym łokciem a znajdziesz to czego szukasz. W pobliżu coś znajdziesz.
Tu jest to czego szukasz. Uwaga! Niebezpieczne przejście!
Znajdziesz tu ukryte okno szybu Ku przestrodze innych. To miejsce ma już właściciela (rozpoczęto roboty górnicze)
Znajdziesz tu okno szybu zakryte deskami i darnią    

Dzięki tym poszukiwaniom już w XIV wieku rozpoczęto prace górnicze w Miedziance. Wzrost znaczenia srebra jako surowca menniczego sprawił że w tym samym czasie, prowadzono również w różnych częściach Sudetów, poszukiwania złóż srebronośnej galeny. Niestety, napotkane niewielkie złoża rud ołowiu z domieszką srebra, zalegały w skałach o dużej zawartości trudno topliwej krzemionki, której obecność stanowiła wielki problem dla ówczesnej metalurgii.
Organizacja prac górniczych oparta była tam zapewne na systemie gwareckim. Gwarkowie, głównie obcego ale także miejscowego, pochodzenia brali czynny i bezpośredni udział w pracach górniczych. O sposobach prowadzenia tych prac nie zachowały się jednak żadne informacje. Zapewne nie różniły się one od sposobów stosowanych w następnym okresie, były tylko nieco prymitywniejsze. Na początku XV wieku nastąpił upadek dolnośląskiego górnictwa kruszcowego. Był on związany z wybraniem bogatych partii złóż do pierwszego poziomu wód gruntowych, występującego na głębokości od kilku do kilkudziesięciu metrów, poniżej którego nie potrafiono jeszcze zejść wyrobiskami górniczymi.
Okres drugi rozpoczął się w latach siedemdziesiątych XV wieku. Zaznaczył się on żywiołowym rozwojem górnictwa, które swym działaniem objęło większość ze znanych obecnie złóż kruszców. Wiodącym ośrodkiem stał się wówczas Złoty Stok. W pierwszej połowie XVI wieku większego znaczenia nabrało również górnictwo rud miedzi w Miedziance, rud cyny w Gierczynie oraz rud srebra w Boguszowie. Mniej ważnych ośrodków górniczych było około dwadzieścia a łącznie z tymi w których próbowano prowadzić prace górnicze lub w których prowadzono wyłącznie prace poszukiwawcze, około pięćdziesiąt. Gwarectwa prowadzące prace górnicze na Dolnym Śląsku nadal jednak dążyły do uzyskania jak największych korzyści przy jak najniższych nakładach pracy i pieniędzy. Dlatego też wyrobiska prowadzone były systemem rabunkowym w nienaruszonych jeszcze najbogatszych częściach złóż, przy pominięciu rud uboższych lub mniej wartościowych. Złoża więc były tylko w niewielkim stopniu wyeksploatowane. Metoda ta wymagała prowadzenia coraz szybszej i głębszej wybierki. Miało to ścisły związek ze stosowanymi wówczas sposobami udostępniania a później eksploatacji złóż.
Pracami poszukiwawczymi zajmowali się różdżkarze, zwani „kruszcośledziami”. Od ich doświadczenia i umiejętności zależała w dużej mierze pomyślność przyszłych prac górniczych. Umieli oni bowiem właściwie ustalić poziom na jakim znajdowało się zwierciadło wód gruntowych, a tam właśnie zalegały najbogatsze wtórne rudy.

Różne metody poszukiwania złóż w XVI wieku.
Georgius Agricola - De Re Metallica.

Poza tym w XV i częściowo XVI wieku, a w małych złożach, nawet w XIX wieku, zwierciadło wód gruntowych stanowiło na ogół dolną granicę głębokości prowadzenia podziemnych wyrobisk górniczych. Sytuacja ta uległa zmianie dopiero gdy w dolnośląskich ośrodkach górniczych, zaczęto wprowadzać kosztowne odwadnianie. Nie wszędzie jednak było ono opłacalne.
Po znalezieniu na powierzchni śladów mineralizacji przystępowano do głębienia szybiku poszukiwawczego, którym starano się uchwycić początek żyły kruszcowej. Ciągi takich szybików przecinające przeszukiwany teren w linii prostej biegły najczęściej na grzbietach górskich i w wysoko położonych częściach stoków wzniesień, Tam bowiem wskutek silnej erozji nadkład zalegał najcieńszą warstwą, O ile znalezienie wychodni żyły kruszcowej nie stanowiło większych trudności, o tyle jej dalsze śledzenie w trakcie eksploatacji przynosiło gwarkom wiele niespodzianek. Jeżeli na wychodni złoża istniała strefa wietrzenia, to górnicy mogli się tam spodziewać zarówno parli płonnych jak i wzbogaconych w kruszce. Wiedzieli oni jednak z praktyki, że w przypadku żył okruszcowanych galeną, w wyniku utlenienia, przechodziła ona w bogate, wtórne minerały, które nie migrowały w głąb złoża lecz pozostawały blisko powierzchni ziemi Dlatego też metodę wieloszybikową stosowano głównie przy eksploatacji rud ołowiu. Nie zawsze jednak prace górnicze rozpoczynano od głębienia szybu idącego w ślad za żyłą kruszcową, W związku z występowaniem większości złóż dolnośląskich w terenie górzystym, częstą metodą udostępnienia złoża było również drążenie w stokach wzniesień sztolni. Ponadto na przykład, w przypadku złóż rud miedzi, doświadczenie uczyło, że przy samej powierzchni są one wyługowane, a ich wzbogacone partie znajdują się głębiej, na poziomie wód gruntowych. Dlatego też przy udostępnianiu tych złóż posługiwano się przede wszystkim krótkimi sztolniami. Starano się je prowadzić w stoku wzniesienia tak, aby dotrzeć bezpośrednio do głębszej, wtórnie wzbogaconej części żyły. Duży problem stwarzało jednak pojawienie się ich rozgałęzień, zaniknięcie lub ścięcie uskokiem, nasuwało bowiem trudności w wyborze właściwego kierunku prowadzenia dalszych robót górniczych. Sytuację tę komplikował dodatkowo fakt, że żyły kruszcowe miały na ogół stromy upad. W tym przypadku ich zaniknięcie było na ogół połączone z kontynuowaniem najtrudniejszych prac górniczych, to znaczy z głębieniem szybów i upadowych bez pewności że przyniosą one jakiekolwiek pozytywne rezultaty. Koszty związane z poszukiwaniem w skałach zaginionych żył były przez to jedną z najczęstszych przyczyn wstrzymywania robót.
Czasem jednak idąc za żyłą natrafiano na duże skupienia kruszców, które w formie gniazd lub soczewek zalegały w rozszerzeniach szczelin. Ich znalezienie od razu podnosiło rentowność kopalni. W przypadku gdy złoże zalegało płytko i nie było zbyt rozległe wyrobiska poszukiwawcze w zupełności wystarczały do jego eksploatacji. Jeżeli jednak zalegało na większej przestrzeni, po wybraniu dostępnych zasobów rud, przystępowano do rozbudowy kopalni. W tym celu szybik poszukiwawczy pogłębiano do poziomu wód gruntowych i poszerzano zarazem, do rozmiarów szybu wydobywczego. Następnie w kierunku od dołu ku górze, drążono w nim, w odstępach około piętnasto- do trzydziestometrowych, wyrobiska górnicze stanowiące granice poszczególnych poziomów. Miały one około 2 metry wysokości. Od nich w różnych kierunkach szły z kolei poprzeczne wyrobiska poszukiwawcze i eksploatacyjne.
W przypadku gdy bogate żyły ginęły w stropie lub spągu wyrobiska, głębiono czasem w ślad za nimi skierowane w górę lub w dół wąskie szybiki tzw. ślepe (nie mające wylotu na powierzchnię). W między czasie w kierunku głównego szybu wydobywczego prowadzono sztolnię. Dzięki niej uzyskiwano odwodnienie wyrobisk biegnących w poziomie wodnym. Sztolnie te prowadzono w stokach wzniesień, mniej więcej w połowie ich wysokości. Sącząca się z nich woda spływała do płynących dolinami strumieni. System łączenia sztolni z szybami stwarzał dobre warunki do wentylacji wyrobisk, a często umożliwiał także wygodny transport urobku na powierzchnię. W przypadku gdy złoże udostępnione było sztolnią, w celu poprawienia wentylacji założonych w niej wyrobisk eksploatacyjnych, zgłębiano do nich z powierzchni szyby wydobywcze i szybiki wentylacyjne. Po wybraniu najbogatszych partii złoża, zalegających nad poziomem wodnym, sięgano po głębiej zalegające bogate rudy strefy cementacji. W tym celu w najniżej położonych wyrobiskach drążono płytkie, ślepe szybiki. Eksploatację rud prowadzono do głębokości na której, gdy napływ wody do ślepych szybików był już nie do opanowania. Dzięki stosowaniu tych metod, w niektórych złożach wyrobiskami górniczymi schodzono do głębokości około 100 metrów od powierzchni ziemi.
W niektórych kopalniach obiecujące zasoby rud zachęcały do zejścia z robotami górniczymi na większą głębokość. Tam jednak przypływ wód gruntowych uniemożliwiał dalszą wybierkę. Rozbudowa wyrobisk w głąb uwarunkowana była zatem możliwością ich odwodnienia. Skłoniło to już w XVI wieku dolnośląskich gwarków do podjęcia drążenia już na samym dnie dolin długich sztolni odwadniających. Zajmowały się tym tzw. gwarectwa sztolniowe, które same nie prowadziły wybierki kruszców. Sztolnie odwadniające zwano powszechnie „głębokimi” lub „dziedzicznymi”. Były one znacznie dłuższe od sztolni poszukiwawczych. Co 200-300 metrów zgłębiano do nich szyby wentylacyjne. Ponieważ sztolnie odwadniające miały nieznaczny spadek, dlatego im były dłuższe i im niżej w terenie znajdowały się ich okna, tym głębsze części kopalni mogły odwadniać. Na ogół na całej długości drążono je w skale płonnej. Koszty tych prac były bardzo duże. Pokrywano je ze składek płaconych przez odwadniane kopalnie. One też ponosiły ciężar zabezpieczenia środków na konserwację sztolni.
Dzięki sprzyjającemu ukształtowaniu terenu tą właśnie metodą, można było odwodnić znaczne partie dolnośląskich złóż kruszcowych, nawet do głębokości kilkudziesięciu metrów, Niestety, do połowy XVI wieku tj. do momentu gdy nastąpił ogólny upadek dolnośląskiego górnictwa kruszcowego, jedynie w Złotym Stoku i w Miedziance wyrobiska zeszły na tak niski poziom.
Drugim sposobem odwadniania były tzw. „kunsty”. Mianem tym określano urządzenia poruszane kieratami wprawianymi w ruch siłą ludzkich mięśni, koni lub siłą strumienia wody. Przy ich pomocy wodę z wyrobisk wypompowywano szybami.
Podstawowym narzędziem górniczym do urabiania skały był nasadzony na trzonek żelazny klin zakończony z drugiej strony obuchem. Nosił on nazwę "żelazko". Przyłożony do skały, pobijany był przez młotek zwany „pyrlikiem”. Oprócz nich używano także kilofów, łopat i innych pomocniczych narzędzi.

Pyrlik i żelazko z XVI wieku.

Twardą skałę kruszono dawnym sposobem, rozpalając pod nią ognisko, a po rozgrzaniu polewając wodą. Wybierano tylko bogate kruszce, pozostawiając w skale trudniej dostępne odgałęzienia żył. Tym bardziej nie interesowano się występującą w ich pobliżu mineralizacją rozproszoną.
Urobioną rudę sortowano już w przodku. wyrobiska eksploatacyjnego. Główną część skały płonnej oraz biedniejsze skupienia kruszców pozostawiano na dole, układając je wzdłuż ścian starych wyrobisk (pseudopodsadzka). Urobek kruszconośny przenoszono w workach i nieckach lub przewożono na wózkach do podszybia. Tam przeładowywano go do wiader lub beczek, które wyciągano szybami przy pomocy ręcznych kołowrotów. Najwygodniejszy był jednak transport sztolniami, o ile były one do tego dostosowane.
Ze względu na pośpiech i nastawienie na osiągnięcie jak największych zysków, przy ponoszeniu jak najniższych kosztów własnych, zabezpieczenie wyrobisk ograniczano do niezbędnego minimum, umożliwiającego dotarcie do złoża.
Szesnastowieczne sztolnie i wyrobiska posiadały zaokrąglone sklepienia. Ponieważ były drążone w litej skale, nie posiadały najczęściej zabezpieczenia. W szybach natomiast stosowano obudowę drewnianą. Nie przywiązywano przy tym wagi do bezpieczeństwa górników. Wypadki górnicze musiały więc być dość częste.
W połowie XVI wieku górnictwo dolnośląskie zamarło. Ogólną tego przyczyną było wyczerpanie się najbogatszych części złóż oraz zejście z robotami górniczymi na takie głębokości, na których nie potrafiono lub przy pomocy stosowanych wówczas metod nie opłaciło się już wyczerpywać napływającej wody gruntowej. Największy jednak wpływ na ten stan rzeczy wywarły działania wojny trzydziestoletniej (l6l8-l648), w czasie której uległa zniszczeniu większość kopalni. Jej skutkiem były również głód i zarazy, które doprowadziły do wymarcia całej generacji specjalistów górniczych. Spowodowało to zastój w rozwoju techniki górniczej. Regres w dolnośląskim górnictwie kruszcowym trwał około 150 lat.
Tylko w nielicznych ośrodkach prowadzono okresowo drobne prace górnicze, przerabiano dawne żużle lub wręcz pozorowano roboty poszukiwawczo-eksploatacyjne aby nie stracić koncesji na posiadane działki.
Trzeci okres rozwoju dolnośląskiego górnictwa kruszcowego rozpoczął się na początku XVIII wieku. Przystąpiono wtedy do udostępniania starych wyrobisk. Prowadzono również szerokie badania terenowe, oparte głównie o wiadomości na temat prowadzonych w danym miejscu wcześniejszych prac i wielkości uzyskiwanej wtedy produkcji. Istotne znaczenie miały przy tym również, widoczne na badanym obszarze ślady dawnych robót oraz stan ich zachowania. W trakcie tych prac wybierano resztki ubogich rud pozostawione przez dawnych gwarków oraz poszukiwano w dawnych wyrobiskach dalszych, nie wyeksploatowanych części złóż, Rychło jednak okazało się że żyły kruszcowe zostały już wyczerpane lub były zbyt ubogie aby opłaciło się je jeszcze eksploatować.
Pewien zastój jaki w połowie XVIII wieku nastąpił w dolnośląskim górnictwie kruszcowym został wywołany działaniami wojen śląskich. Jego przyczyną nie były jednak zniszczenia urządzeń kopalnianych i hut ale tymczasowość sytuacji, która nie sprzyjała podejmowaniu inicjatyw. W drugiej połowie XVIII wieku prace poszukiwawcze znów przybrały na intensywności. Podobnie jak poprzednio rozpoczynano je głównie od udostępniania starych wyrobisk, w których szukano dalszych części znanych złóż. Jednocześnie w większości ośrodków przystąpiono do drążenia głębokich sztolni odwadniających. Niestety, pomimo udoskonalenia metod mierniczych nie zawsze trafiały one do celu. Odwodnienia stosowano również poruszane kieratami drewniane pompy.
W niektórych ośrodkach wznawiano nawet wydobycie kruszców.
W tym okresie w większości czynnych dolnośląskich kopalni, wyrobiska osiągnęły najniższy poziom jaki mógł być odwadniany sztolniami. W niektórych ośrodkach górniczych sięgał on 300 metrów od powierzchni ziemi. Roboty górnicze zatrzymywały się jednak na poziomie sztolni dziedzicznych. Głębszą wybierkę prowadzono czasem jedynie płytkimi, ślepymi szybikami, aż do całkowitego uniemożliwienia jej przez napływ wody. Wyrobiska które prowadzono w litej skale nie posiadały obudowy. W niektórych jednak miejscach, zwłaszcza tam gdzie skała była zwietrzała i krucha, stosowano podmurówki używając do tego celu np. płaskich tafli łupków.
Bardziej udoskonalona była natomiast obudowa szybów.
Używane w tym okresie przez górników narzędzia były już dość zróżnicowane. Jakkolwiek główne znaczenie posiadały nadal żelazko i perlik, to jednak w coraz powszechniejsze użycie wchodziły również różne rodzaje rocznych świdrów. Ich rozwój był wynikiem stosowania prochu do kruszenia twardej skały. Mimo to powszechna była nadal metoda rozsadzania skał przy pomocy ognia.
Transport urobku na powierzchnię starano się prowadzić sztolniami. Był on najdogodniejszy i najtańszy. Musiały być one jednak do tego celu dostosowane. Jeżeli transport sztolniami był niemożliwy ze względu na ich zbyt mały prześwit, kręty przebieg, zbyt wysoki poziom spływającej nimi wody sztolniowej, względnie gdy prace górnicze prowadzono poniżej ich poziomu, wtedy stosowano transport pionowy poprzez szyby wydobywcze. Tą drugą metodą urobek wyciągano na powierzchnię urządzeniami kieratowymi lub wodnymi. Przy transporcie poziomym posługiwano się głównie różnego rodzaju wózkami, zaś przy transporcie pionowym używano skrzyń wyciągowych, które przesuwały się w górę i w dół po drewnianych szynach zamocowanych w obudowanych drewnem częściach szybów. W tych samych szybach znajdowały się również ciągi pomp wyczerpujących wodę oraz drabiny komunikacyjne. W związku z taką rozbudową zwiększyć musiano przekroje szybów wydobywczych.
Mimo szeroko zakrojonych prac poszukiwawczych w większości przypadków złoża okazały się zbyt ubogie lub w ogóle wyczerpane. Podejmowane więc znacznym nakładem kosztów prace górnicze szybko zarzucano. Dotychczasowe rezultaty nie zachęcały więc do podejmowania dalszych, szerszych poszukiwań. Działalność górnicza zaczęła się więc skupiać tylko w kilku największych ośrodkach. Eksploatowane w nich złoża wróżyły bowiem pewne perspektywy lub nastawiono się tam na wydobycie i przerób minerałów dotychczas pomijanych. Na początku XIX wieku w tych kopalniach które zachowały ciągłość produkcji, przystąpiono również do wybierki znacznie uboższych rud strefy pierwotnej. Jednocześnie chcąc uzyskać opłacalność produkcji zaczęto bardziej systematycznie gospodarować złożem. Dzielono je w tym celu wyrobiskami udostępniającymi na poszczególne poziomy, które w tym okresie były oddalone od siebie o około 20 metrów. W ich granicach wytyczano następnie, w odstępach co 40 metrów, poszczególne pola eksploatacyjne, które z boków ograniczone były wyrobiskami transportowymi tego samego poziomu. Dzielenie wyrobisk gęstą siecią krótkich chodników oraz stosowanie systemu łączenia sztolni z szybami, często przy zastosowaniu pochylni, polepszyło warunki naturalnej wentylacji Wyrobisk oraz skróciło drogi transportu urobku, co znacznie zmniejszało koszty eksploatacji. Jakkolwiek w przypadkach napotkania wyraźniejszych żył eksploatowano je pojedynczymi wyrobiskami, to jednak w tych częściach złóż, gdzie występowały gniazda, soczewki lub mineralizacja rozproszona, stosowano wybierkę całego pola na pełną jego wysokość. Przeprowadzano ją najczęściej systemem schodkowym w stropie lub w spągu. Skałę płonną pozostawiano w kopalni.
Przy odwodnienia kopalni i przy transporcie nadal ważną rolę odgrywały sztolnie. W tych ośrodkach gdzie wyrobiska górnicze zeszły na poziom którego sztolniami nie można było odwadniać, zaczęto stosować w znacznie większym stopniu pompy poruszane kołami wodnymi lub kieratami. Ze względu na rodzaj złóż główną techniką urabiania skały pozostało jej ręczne kruszenie.
Ze względów finansowych prace poszukiwawcze ograniczono do badania najbliższego otoczenia eksploatowanych w danym momencie wyrobisk.
Od połowy XIX wieku dolnośląskie górnictwo kruszcowe znów zaczęło chylić się ku upadkowi. Przyczyną tego było wyczerpywanie się złóż oraz nieopłacalność eksploatacji ich uboższych części. Jednak dzięki rozwojowi techniki proces ten udało się chwilowo powstrzymać.
Pod koniec XIX wieku przy odstrzałach, zwłaszcza w miejscach wilgotnych, obok prochu czarnego zaczęto stosować dynamit. Posługiwanie się nim w górnictwie kruszcowym powodowało jednak rozpraszanie się kruszców w urobku, a co za tym idzie trudności w jego sortowaniu. Dlatego też w dolnośląskich złożach żyłowych nadal podstawową metodą wybierki pozostało ręczne urabianie skały. W przeciętnych warunkach występowania tam złóż kruszcowych, jeden górnik w ciągu szychty (10 godzin pracy) urabiał około 0,5 tony rudy. Była to znaczna ilość jeśli się weźmie pod uwagę że rudę wstępnie sortowano jeszcze w kopalni.
W tym samym okresie usprawniono także transport poziomy wprowadzając do wyrobisk żelazne szyny. W niektórych ośrodkach nadal jednak ważną rolę odgrywały sztolnie. Dalszy postęp w technice górniczej nastąpił na początku XX wieku. Wtedy to do kopalni wprowadzono urządzenia parowe i elektryczne. Zastosowanie nowych urządzeń odwadniających pozwoliło zejść z pracami górniczymi, znacznie poniżej poziomu odwadniania sztolniami, Nie miej sztolnie odwadniające odgrywały ważną rolę. Do nich na ogół przepompowywano wodę wydobytą z niższych poziomów. Parowe urządzenia wyciągowe umożliwiły natomiast transport na powierzchnię większych ilości urobku.
Od 1914 roku wszelkie prace górnicze były już ściśle związane z polityką zbrojeniową Niemiec.
Kres górnictwu kruszcowemu Dolnego Śląska przyniósł kryzys światowy na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Okres ten przetrwały tylko największe ośrodki górnicze ale i one znacznie ograniczyły wydobycie. Ponowny wzrost eksploatacji nastąpił w połowie lat trzydziestych XX wieku. Był on związany z militarnymi zapędami hitlerowskich Niemiec. W większości przypadków wzmożone wydobycie nie szło w parze z pracami poszukiwawczymi nowych złóż. Znane zasoby rud szybko zaczęły się więc wyczerpywać. W czasie II Wojny Światowej prowadzono już tylko rabunkową eksploatację dostępnych jeszcze części złóż. Często wykorzystywano do tego więźniów obozów koncentracyjnych. Wielu z nich nie przeżyło tej katorżniczej pracy.
Po wojnie wstępne poszukiwania nowych złóż rozpoczęto już w 1945 roku. Wkrótce okazało się jednak że większość z nich nie przedstawiała już żadnej wartości. Poszukiwania skoncentrowały się więc na dalszym rozeznawaniu tych złóż, w których podjęto już prace górnicze oraz na złożach rud uranu (patrz również artykuł „Górnictwo rud uranu w Polsce”.

 

MAPA GEOTEKTONICZNA DOLNEGO ŚLĄSKA

 

            W długiej historii dolnośląskiego górnictwa kruszcowego największe znaczenie osiągnęły złoża żyłowe. Ich eksploatacja zwykle nie trwałą długo. Prace często przerywano zwykle braku rud, trudności technicznych (głównie naporu wód) wojen, epidemii chorób czy upadłości gwarectw. Pomimo że w większości przypadków były to roboty zawiedzionych nadziei, stale podejmowano próby poszukiwania rud w dawnych wyrobiskach lub też nowych złóż. Większość z nich zalegała w terenie górzystym. Tam przykrywający je nadkład w skutek erozji był zwykle w znacznym stopniu zredukowany. Wychodnie żył kruszcowych często odsłaniały się na zboczach gór i jarów lub były przykryte tylko cienką warstwą zwietrzałych skał. Niestety charakter żył kruszcowych powodował że kryły one w sobie wiele niespodzianek które mogły wpływać zarówno pomyślnie jak i niepomyślnie na prowadzoną eksploatację.
Forma żył kruszcowych zależała głównie od układu i szerokości szczelin tektonicznych w których zalegały. Na ogół miały one stromy upad i bardzo skomplikowany przebieg. Często rozdzielały się lub łączyły. Zdarzało się również że zanikały nagle by pojawić się ponownie kilka lub kilkadziesiąt metrów dalej. Jeżeli zostały przecięte uskokami poszczególne ich części mogły być poprzesuwane względem siebie zarówno w pionie jak i poziomie. Żyły kruszcowe często całkowicie zanikały lub lub rozszerzały się przechodząc w bogato okruszcowane soczewki lub gniazda. Na ogól wyraźnie odznaczały się wśród otaczających je skał. Były przez to łatwe do śledzenia. Niestety większość z nich zalegała w skałach twardych co znacznie utrudniało ich eksploatację.
Dzięki położeniu złóż żyłowych głównie na wzgórzach, większość z nich nie była zbytnio zawodniona. Wody atmosferyczne miały bowiem swobodny spływ po stokach wzniesień. Niemniej znaczna ich część przedostawała się w głąb złóż, tworząc tam na różnych poziomach, sieć wód gruntowych. Towarzyszyło temu wietrzenie żył, objawiające się powstaniem na ich wychodniach kilku stref różniących się składem mineralnym i zawartością kruszców.
W przypowierzchniowych częściach wychodni tworzyła się tzw. strefa utlenienia. Sięgała ona zwykle do głębokości kilku, rzadziej kilkudziesięciu metrów. Kruszce pierwotne uległy tam rozkładowi pod wpływem tlenu atmosferycznego. Jednocześnie były one ługowane przez migrujące w głąb złoża, zasobne w tlen, wody powierzchniowe. W wyniku tego procesu tylko kruszce wyjątkowo odporne na utlenianie, (okruchy złota rodzimego, kasyteryt, chromit) pozostały na miejscu. Tam też wydzieliły się powstałe z rozkładu niektórych minerałów, nierozpuszczalne tlenki i wodorotlenki żelaza lub manganu. Tworzyły one tzw. czapę żelazną złóż.
Główna część zmineralizowanych, kwaśnych wód przenikała głębiej, nadal rozpuszczając napotkane po drodze kruszce. W ten sposób powstawały wyługowane (płonne) części strefy utlenienia. Po dotarciu do zwierciadła wód gruntowych, zmineralizowane wody powierzchniowe ulegały zobojętnieniu. W tych warunkach wydzielały się z nich bogate rudy utlenione (głównie wtórne rudy ołowiu, cynku i częściowo rudy miedzi).
Znaczna część roztworów zawierających łatwiej rozpuszczalne sole metali migrowała poniżej zwierciadła wód gruntowych. Tam wchodziła w różne reakcje chemiczne z kruszcami pierwotnymi. Wydzielały się przy tym wtórne minerały, nieraz o bardzo skomplikowanym składzie. W ten sposób tworzyła się strefa cementacji (wtórnego wzbogacenia). W strefie tej koncentrowała się najbogatsza część kruszców (zwłaszcza miedzionośnych). W jej dolnej części metale często wydzielały się w postaci rodzimej (głównie miedź rodzima i srebro rodzime).
Głębiej znajdowała się strefa złoża pierwotnego. Była ona mniej zasobna w kruszce niż strefa cementacji lecz na ogół nadal jeszcze bardzo bogata. Swoją zasobnością złoża żyłowe górowały więc nad złożami pokładowymi. Ustępowały im jednak znacznie pod względem regularności występowania i okruszcowania.

            Złoża rud uranu Dolnego Śląska należały głównie do grupy żyłowych, średnio- i nisko-temperaturowych złóż hydrotermalnych. Najbogatsza mineralizacja uranowa tego typu koncentrowała się głównie w metamorficznej osłonie intruzji granitu Karkonoszy (Pobiedna, Kopaniec, Mała Kamienica, Radoniów, Wołowa Góra, Budniki, Podgórze, Kowary, Ogorzelec, Maciejowa, Trzcińsko, Mniszków, Miedzianka, Wlelń, Nielestno). Towarzyszyła tam zazwyczaj lokalnym strefom tektonicznym i związanym z nimi systemom drugorzędnych. spękań o ogólnym przebiegu NW-SE. Mineralizacja uranowa zaczynała się przeważnie przy powierzchni i wypełniała szczeliny tektoniczne o rozciągłości mierzonej setkami metrów w głąb. Wyklinowywała się przy tym na głębokości 200-500 metrów. Zmineralizowana była zwykle główna strefa tektoniczna i system drugorzędnych szczelin biegnących równolegle po obu jej stronach. Miało to jednak miejsce tylko wtedy gdy wypełniała je brekcja skalna lub gdy były otwarte na większej przestrzeni. W takim przypadku mineralizacja występowała zazwyczaj bardzo nieregularnie tworząc soczewki różnej wielkości. Często zanikała zarówno po rozciągłości jak i po upadzie. Bardziej konsekwentnie przebiegała jednak po tym ostatnim. W przypadku gdy szczeliny tektoniczne wypełnione były glinką tektoniczną zmineralizowaniu uległy odgałęziające się od niej drugorzędne spękania równoległe, rzadziej szczeliny poprzeczne i skały zalegające w stropie strefy tektonicznej. Jeżeli jednak w tym ostatnim przypadku, szczeliny przebiegały na kontakcie skał kwaśnych (np. granitów) i zasadowych (np. gnejsów, granitognejsów, łupków łyszczykowych) zmineralizowaniu ulegały przeważnie te ostatnie bez względu na ich położenie względem szczelin.
Skały otaczające strefę tektoniczną mogły ulec zmineralizowaniu nawet na odległość kilku metrów od niej. Rudy uranu wypełniały w nich drobne pory i szczelinki.
W granicach poszczególnych kompleksów skalnych zaznaczały się również inne prawidłowości w rozlokowaniu mineralizacji uranowej. Przykładem może być obszar gnejsów izerskich, gdzie mineralizacja związana była tylko ze strefą kontaktową trzech pasów łupków łyszczykowych i ograniczała się do ich spągowych pakietów (Kopaniec-Mała Kamienica).
Ze względu na treść mineralną, wystąpienia mineralizacji uranowej zlokalizowane w metamorficznej osłonie intruzji granitu Karkonoszy, zaliczono do węglanowej formacji endogenicznych złóż rud tego metalu. Mineralizacja tego typu charakteryzowała się warstwową postacią rud z symetrycznym ułożeniem monomineralnych pasm odpowiadających kolejnym stadiom mineralizacji w obrębie żyły.
Zwykle jako pierwszy na ściankach szczeliny krystalizował kwarc. Na szczotkach kwarcowych wydzielał się z kolei nasturan. Cykl mineralizacyjny kończył kalcyt, który wraz z nieznaczną ilością ciemnofioletowego fluorytu wypełniał centralne partie żył.
Zarówno w nasturanie jak i w kalcycie występowały zazwyczaj niewielkie ilości kruszców. Najczęściej były to: piryt i chalkopiryt. Często spotykano też drobne ilości galeny rzadziej pojawiał się sfaleryt, linneit i molibdenit.
W drugiej fazie na mineralizację uranową mogła nakładać się mineralizacja barytowa z bizmutynitem.
W karkonoskich, złożach rud uranu obserwowano zazwyczaj brak ogniwa kwarcowego, natomiast licznie reprezentowane były różne przed- i po-nasturanowe generacje kalcytu. W niektórych, złożach mineralizacja uranowa nakładała się na żyły ze starszą mineralizacją kruszcową. Częste były również przypadki, kiedy w obrębie mineralizacji uranowej występowała młodsza mineralizacja kruszcowa, barytowa i fluorytowa, należąca do późniejszych faz okruszcowania.
W strefie zmineralizowanej zawsze zaznaczały się procesy chlorytyzacji, hematytyzacji i uwęglanowienia skał otaczających złoże. Szczególne znaczenie miał tu proces hematytyzacji. Pylasty hematyt powodował różowe do brunatnego zabarwienie żył kalcytowych. Tworzył również wokół zmineralizowanych szczelin, dochodzące do kilku metrów szerokości, czerwono- lub brunatno zabarwione strefy hematytyzacji w skałach otaczających. Strefy te były ważnym składnikiem występowania rud uranu w strefie tektonicznej.
Ponieważ głębokość zalegania mineralizacji uranowej w hydrotermalnych złożach żyłowych była zazwyczaj niewielka, w górnych partiach tych złóż nasturan ulegał przeważnie utlenieniu. Jego miejsce zajmowały różne miki uranowe o bardzo urozmaiconym składzie chemicznym. Towarzyszyły im na ogół znaczne ilości limonitu. Minerały te tworzyły tzw. strefę utlenienia złoża. Część nasturanu ulegała również wyługowaniu przez infiltrujące w głąb strefy zmineralizowanej wody powierzchniowe. Z wód tych, w redukcyjnym środowisku rud pierwotnych i poziomu wód gruntowych wydzielała się czerń regenerowana.
a wraz z nią również piryt, markasyt, covellin i chalkozyn.
Tworzyła się w ten sposób tzw. strefa wtórnego wzbogacenia złoża (strefa cementacji). W wielu złożach karkonoskich, szeroko rozwinięte systemy szczelin stwarzały dogodne warunki dla infiltracji wód powierzchniowych w ich niżej położone partie, przez co strefy utlenienia sięgały tu głęboko. Często w ogóle nie spotykano tam nasturanu całkowicie przeobrażonego w czerń regenerowaną i miki uranowe.
Pozostałe dolnośląskie żyłowe złoża rud uranu podobne były do karkonoskich. Koncentrowały się w strefach tektonicznych w obrębie starych zmetamorfizowanych masywów krystalicznych:
- gnejsów sowiogórskich (Jedlina Zdrój, Dziećmorowice, Kolce, Potoczek, Jawornik).
- gnejsów Snieżnika Kłodzkiego (Kletno, Janowa Góra, Śnieżnik Kłodzki).
Cykl mineralizacyjny zaczynał się w nich od kalcytu. Następnie pojawiał się nasturan, w końcowej fazie wydzielał się kalcyt drugiej generacji, fluoryt i drobne ilości pirytu.
Inny charakter miała mineralizacja uranowa występująca niekiedy na kontakcie peryferyjnej części masywu granitowego Karkonoszy, ze skałami metamorficznej osłony oraz spotykane w strefach pirytyzacji tego granitu, utworzonych na jego kontakcie z żyłami lamprofirowymi, drobne ilości wtórnych minerałów uranu. Była to zawsze mineralizacja uboga, o trudnej do ustalenia genezie, odbiegająca postacią i składem mineralnym od typowych sudeckich złóż hydrotermalnych.
W strefie pozostałych sudeckich masywów granitowych hydrotermalna mineralizacja uranowa nie występowała.

            Nie wiadomo dokładnie kiedy i gdzie dolnośląscy górnicy po raz pierwszy zetknęli się z rudami uranu. Pewne jest natomiast, że już w XVI wieku znali oni ciężkie, smolisto-czarne kamienie (nasturan) z wyglądu przypominające kruszce srebra. Niestety, mimo wielokrotnie podejmowanych prób, w żaden sposób nie udawało się wytopić z nich tego szlachetnego metalu i w końcu, jako odpady wędrowały na zwały. Z czasem utrwaliła się dla tych rud pogardliwa nazwa „pechblende”.
Jeszcze wcześniej znane były zapewne miki uranowe. Napotkane przypadkowo wśród kruszców w Miedziance, Kowarach czy Dziećmorowicach, ze względu na swoją jaskrawą barwę, na pewno nie uszły uwadze średniowiecznych gwarków. Zaliczano je jednak wtedy do bogatych, utlenionych kruszców miedzi.
Pierwsze opisy występowania mineralizacji uranowej na Dolnym Śląsku powstały dopiero w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku. Dotyczyły one Miedzianki, Kowar, Podgórza, Trzcińska i Janowej Góry. To zainteresowanie się rudami uranu miało ścisły związek z epokowymi odkryciami z zakresu nauk o promieniotwórczości oraz znacznymi postępami w rozwoju chemii i mineralogii. Prace te doprowadziły do ustalenia właściwego składu chemicznego minerałów uranowych. Nadal jednak ani dla uranu ani dla jego związków nie znaleziono praktycznego zastosowania. Sytuacja uległa zmianie dopiero po odkryciu pod koniec XIX wieku w odpadach uranowych domieszek związków radu i zastosowaniu togo metalu, w latach dwudziestych XX wieku, w lecznictwie. Od końca lat dwudziestych, notowano stały wzrost wydobycia rud uranowych w złożach dolnośląskich. Jego maksimum przypadało na lata czterdzieste. Było to związane z nadziejami zastosowania uranu jako paliwa w budowanym właśnie, w centrum Berlina, reaktorze jądrowym.
Na początku 1945 roku we wszystkich dolnośląskich kopalniach rud uranu prace górnicze zostały gwałtownie przerwane. Zniszczono przy tym wszystkie urządzenia, zaś same kopalnie zatopiono.
Począwszy od 1947 roku na całym obszarze Dolnego Śląska prowadzono systematyczne poszukiwania nowych złóż rud uranu. W pracach tych zastosowano metodę radiometrycznych pomiarów naturalnej promieniotwórczości wody (gruntowej i w potokach). Metodą tą przebadano również stare wyrobiska górnicze w Miedziance, Kowarach, Podgórzu, Dziećmorowicach, Kletnie i Janowej Górze, a także spływające nimi wody kopalniane. W przypadku natrafienia na anomalię radiometryczną, miejsce to rozpoznawano rowami poszukiwawczymi i otworami wiertniczymi. Jeżeli w trakcie tych prac znaleziono bogate skupienia rudy, strefę zmineralizowaną udostępniano wyrobiskami górniczymi. Wyrobiska te służyły do przeprowadzenia prac dokumentacyjnych złoża, a następnie najczęściej do jego regularnej eksploatacji. Wynikiem tych poszukiwań było wykrycie niemal wszystkich płytko zalegających złóż rud uranu (Pobiedna, Wleń, Nielestno, Maciejowa, Mniszków, Ogorzelec, Wołowa Góra, Budniki, Jedlina Zdrój, Kolce, Jawornik, Potoczek). Nowe zasoby tych rud znaleziono również w wielu starych złożach (Kowary, Podgórze, Miedzianka, Dziećmorowice, Kletno, Janowa Góra). Wykryto również strefy koncentracji rud toru i pierwiastków z grupy ziem rzadkich (Szklarska Poręba).
Niestety, tym sposobem nie można było wykryć głębiej zalegających, nie znanych jeszcze stref zmineralizowanych.
Z tego powodu zdecydowano się po roku 1957 na zmianę metod poszukiwawczych. Nowe prace oparto na wielostronnej analizie geologicznej. Efektem tego było wykrycie kilku głęboko zalegających złóż rud uranu (Kopaniec, Radoniów).
Dolnośląskie złoża rud uranu eksploatowano do 1965 roku lecz prace poszukiwawcze prowadzi się nadal.

 

LITERATURA

AGRICOLA G. : De Re Metallica Libri XII. Bazylea : Emanuelis König, 1557.

AGRICOLA G. : De Re Metallica Libri XII. Bazylea : Froben, 1561.

AGRICOLA J. : O górnictwie i hutnictwie dwanaście ksiąg. Jelenia Góra : Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, 2000.

BORZĘCKI R. : Historia górnictwa. W: Sudety i Przedgórze Sudeckie. Środowisko, ludność, gospodarka. Wrocław : Silesia, 2014, S. 355-382.

 

Blok Gór Sowich oraz strefa Niemczy
Depresje śródsudecka i Świebodzic oraz masyw gabroidowy Nowa Ruda-Słupiec
Masyw gabroidowy Ślęży oraz masyw serpentynitowy Gogołów-Jordanów
Masyw granitoidowy Karkonoszy i metamorfik wschodnich Karkonoszy
Masyw granitoidowy Kłodzko-Złoty Stok i jego metamorficzna osłona
Masyw granitoidowy Kudowy oraz metamorfik Gór Bystrzyckich i Gór Orlickich
Masyw granitoidowy Strzegom-Sobótka i jego metamorficzna osłona
Masyw granitoidowy Strzelina i jego metamorficzna osłona
Masyw granitoidowy Žulowej i jego metamorficzna osłona
Masywy serpentynitowe Szklar, Grochowej i Braszowic oraz masyw gabroidowy Brzeźnicy
Metamorfik Gór Izerskich oraz worek Turoszowa
Metamorfik Gór Kaczawskich
Metamorfik Śnieżnika
Monoklina przedsudecka oraz depresja północnosudecka

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnych stron kliknij jeden z poniższych interaktywnych przycisków.

 

            UWAGA!!! Na czerwono oznaczono okazy które posiadają braki w opisach. Jeżeli możecie je uzupełnić lub jeżeli wykryjecie jakieś inne nie zauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY